Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
środa 18.10.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości



Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nierozerwalnym kokonem – jednością i całością. Bez sztuki nie potrafi żyć.

Matylda Sałajewska urodziła się w Częstochowie, wychowała na Jurze, osiadła w Katowicach. Raz po raz nominują ją do jakichś ważnych nagród, niektóre zdobywa.

Jej projekty oddychają rzeczywistością („Oddychający dom”) i infekują okolicę („Skin”). Czasem potrafią podtrzymywać (dłonie pod Superjednostką), innym razem osładzać („Słodkie Kato”). Przywraca światu to, co zniknęło (staw przy Pałacu Schoena).

Stworzyła identyfikację wizualną wystawy Stanleya Kubricka. Zrobiła napis OFF na tegorocznego Off-a. Odpowiada za oprawę targów Womex. Jest kuratorką Katowice Street Art AiR. Jej etat to bycie artystką 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu.

Ultramaryna: Lubisz ingerować w przestrzeń?

Matylda Sałajewska: Lubię przestrzeń. Zdecydowanie jestem typem, który bardziej woli być na zewnątrz, niż wewnątrz. Jestem człowiekiem outdooru. Street art jest zgodny z moją naturą, więc po stokroć tak – lubię ingerować w przestrzeń.

Przestrzeń nie jest selektywna, każda artystyczna realizacja jest w niej dla każdego dostępna, ale jest też bardziej ryzykowna i wymagająca. Tu odbiorcą jest przypadkowy przechodzień, tu nie ma widza galeryjnego. I właśnie taki odbiór jest dla mnie bezcenny. A krytyka moich prac z ust przypadkowych ludzi, którzy natykają się w mieście na moje realizacje, jest dla mnie największą nauką, rodzajem samodoskonalenia.

Nadchodzą największe na świecie muzyczne targi Womex, dla których przygotowałaś oprawę wizualną. Co szykujesz? Womex już trwa! Cykl koncertów Before Womex odbywał się i w outdooorze, i we wnętrzach. Powstała scenografia i obiekty użytkowe wykorzystujące efekt modułowy, który pozwala na wielokrotne stosowanie, szybki montaż i komponowanie elementów w różnych konfiguracjach, dostosowujących się do danej przestrzeni. Zrealizowałam totemy, womexową wioskę i instalację na dachu urzędu miasta.

Stylistykę narzuca folkowy, regionalny charakter imprezy. Dlatego padło na totemiczne formy. W womexowej wiosce dominuje przestrzeń chilloutu – blaty i siedziska, które dają różne możliwości konstrukcyjne, opierając się na modułach: 0,5 m, 1 m, 1,5 m i 2 m. Wszystko z nich można zbudować. Dodatkowo są jeszcze huśtawki, hamaki, leżaki, wieża z informacjami na temat targów. Wszystko wykonane ze stalowych rur przypominających rusztowania i wypełnione sklejką, miękkimi materiałami, poduszkami.

Matylda, jesteś artystką. Odpowiesz na pytanie, co dzisiaj znaczy być artystą? Bycie artystą zawsze zobowiązuje. Zawsze. To jest „zawód wykonywany” – tak myślę o byciu artystą, o realizowaniu się w tematach aktualnych, współczesnych…
Trudno jest mi powiedzieć, czym jako artystka się zajmuję. Gdy słyszę takie pytanie, czuję zakłopotanie i nie umiem się określić. Interesują mnie interdyscyplinarne działania – filmowe, projektowe, instalacje artystyczne czy scenografia. Najlepiej odnajduję się w przestrzeni miejskiej, ale nie tylko. Jestem kuratorem Katowice Street Art AiR i Festiwalu Wizje w Toruniu. Przestrzeń, z którą się spotykam jako twórca site-specific (polska przestrzeń publiczna, pełna bannerów, krzykliwych kolorów, reklam) i artystyczna wizja to starcie merytoryczne, ideowe, konceptualne, nawet misyjne. Zawód artysty jest wymagający, a sztuka jest w coraz mocniejszej relacji ze społeczeństwem. Artysta streetartowy jest zawsze artystą zaangażowanym.

Artystą zaangażowanym w co? Jak rozumiesz i gdzie widzisz przestrzeń dla zaangażowania w sztuce? Sztuka zawsze powinna być wolna, tu jestem bardzo radykalna. To sfera nietykalności absolutnej. Nie potrafię pojąć, że dochodzi do sytuacji, jak w przypadku sztuki teatralnej „Klątwa”. Protesty, modlitwy, msze za widzów i artystów… Nie rozumiem, dlaczego tak łatwo mieszają się nam pojęcia i porządki. Spróbuję odwrócić myślenie na prostym przykładzie – jeśli jest tak, że człowiek religijny nie chce dzisiaj pomagać uchodźcom, nie toleruje i szykanuje wszelkie inności – to jest to szerzenie nienawiści w imię miłości!

Wszystko oceniamy natychmiastowo. Bez analizy, bez kontekstu, bez refleksji. Dużo łatwiej jest oceniać, niż zrozumieć. Dlatego jako twórcy mamy ważną rzecz do zrobienia – sztuka to nasza strefa oddziaływania na rzeczywistość. I chciałabym, by stało się tak, że artyści będą coraz bardziej radykalni – nas to nakręca, inspiruje. Poprzez sztukę komentujemy aktualną sytuację społeczno-polityczno-gospodarczą.

Ja nigdy nie myślałam, że będę się interesować polityką. Raz, że jest zawiła i niezrozumiała. Dwa, że wydawała mi się daleka. Chciałam, żeby była jak najdalej ode mnie. Ale stała się bliska, namacalna, weszła do mojego domu – objawia się w każdej sferze mojego życia. Sprawiła, że nie mogę przyjąć do siebie osoby w potrzebie. To jest ewidentne i namacalne ograniczenie mojej wolności.

Gdy się zaczęły protesty w Katowicach, spotykałam masę ludzi z mojego otoczenia – artystów, filmowców, muzyków, fotografików, projektantów. Dzień w dzień pod sądem. Dzień w dzień. Podczas spotkań towarzyskich też rozmawiamy o polityce. Jednoczymy się na polu kultury i sztuki, wspólnie walcząc o wolność. Ludzie, którym te tematy są bliskie i ważne, reagują. Środowisko artystyczne jest gęstsze w mniejszościach – więcej wśród nas jest wegetarian, rowerzystów, miłośników przyrody, homoseksualistów. Dlatego mocniej rezonujemy i jeszcze wyraźniej odpowiadamy działaniami artystycznymi.

Na działania Lex Szyszko zareagowało wielu spośród moich kolegów artystów. Z przyjaciółką Asią Bronisławską pojechałyśmy do Puszczy. Ale przecież drzewa tnie się nie tylko w Puszczy Białowieskiej. Na potęgę wycina się je w Beskidach, tnie się też nasze śląskie lasy, które dotąd były zielonymi płucami GOP-u. Tnie się Jurę, w której się wychowałam. Przy moim domu na Mariackiej też wycięto drzewa, które miały zaledwie trzy metry wysokości, dlatego, że znajdowały się w kilkunastometrowej odległości od kolejowych torów. Trzymetrowe drzewa! Co takie drzewo, stojące kilkanaście metrów od torów, może zrobić złego pociągowi?!

Niedawno byłam w Kinie Kosmos na debacie o solidarności. Rozmawiali: Boniecki, Sławek, Marciniak i Ochojska. Janina Ochojska odniosła się do własnego doświadczenia solidarności z biednymi, którą każdy z nas może okazywać, nie wyrzucając jedzenia czy nie kupując ubrań z metką „Made in China”. Niesamowitą siłę takiego myślenia uwypukliła Ewelina Marciniak – w jednym z jej spektakli widzowie i aktorzy oglądają wzajem swoje metki. Wszyscy bardzo chętnie deklarujemy związek z wartościami, ale to tylko teoria. W praktyce wychodzi z nas hipokryzja.

Interesują mnie odważne, bezkompromisowe postawy artystyczne. Widzę je w teatrze, kinie i w przestrzeni publicznej, w którą ingeruje sztuka. Tu nie ma miejsca na kłamstwo, bo to jest spotkanie, nie da się zrobić dubla. Musi być kontakt, musi być szczerość, musi być zaufanie. Oczywiście, wieczna wątpliwość jest w sztuce nieodzowna, pozwala się rozwijać, kopać coraz głębiej.

To, o czym mówisz, jest czymś więcej niż „ingerencją w przestrzeń”, od której rozpoczęłyśmy rozmowę. To odpowiedzialność nie tylko artystów, ale nas wszystkich. Tak, ulica jest bezlitosna, dlatego stres jest ogromny. Bycie artystą to praca niełatwa, ekshibicjonizm totalny. Każdy twórca identyfikuje się z tym, co robi. Nasze działania są dziećmi, które oddajemy do adopcji. I – już bez nas – zaczynają żyć swoim własnym życiem. A w dzisiejszym świecie to, co osobiste, chcąc nie chcąc, jest polityczne. Każdy z nas ma rolę do odegrania, bo z każdej małej cegiełki powstanie mur.

Gdy słucham tego, co mówisz, dociera do mnie, że dla ciebie niezmiernie istotna jest tożsamość miejsca, w którym realizujesz swoje działania. Jego duch, charakter, historia… oraz ludzie. Jestem dość uparta, ale tylko w ten sposób można oddać cześć miejscu. Na przykład gdy przygotowywałam w Krakowie wystawę Stanleya Kubricka, dowiedziałam się, że Kubrick realizował „Barry Lyndona” tylko przy świetle świec. Jestem prawie tak uparta jak on (śmiech).

Dla mnie podstawowa sprawa to przestrzeń publiczna – chcę jej oddawać hołd na różnych płaszczyznach. Czuję ogromną potrzebę określenia tożsamości miejsca, kieruje mną ciekawość, jaka jest jego historia, co je dziś definiuje, jaka lokalna społeczność je zamieszkuje, czy możliwa jest interakcja i w jakim zakresie. Dlatego moje projekty poprzedzają konsultacje z mieszkańcami i dogłębny research. Fachowo takie działania określa się mianem site-specific.

Do wyplecenia instalacji „Staw” w niecce w parku, w której kiedyś znajdowała się woda, wykorzystałam 40 kilometrów nici. Niegdyś Pałac Schoena, dziś Muzeum w Sosnowcu, należał do rodziny arystokratów posiadających ogromne zakłady włókiennicze. Był to ukłon w stronę historii i przywrócenie dawnej świetności parku w nowej formie.

Z kolei w Toruniu pokusiłam się o wykorzystanie wąskiej ulicy o wymownej nazwie Ciasna, szerokiej na trzy metry, do stworzenia świetlnego wodospadu, pod którym można było przejść, zanurzając się w sznurkowej wodzie. Towarzyszyły temu dźwięki opadających kropli. Na terenie Muzeum Śląskiego zmierzyłam się z wieżą ciśnień, budując scenografię do widowiska muzycznego na finał Industriady: „Rasa. Pieśni antracytu”. Scenę zaprojektowałam tak, by była ściśle związana z wieżą, a elementy dekoracji w postaci 15 km metrowych rur PCW wypadały z okien wieży na dach i boki sceny, wizualnie łącząc wszystko w spójną całość. Wszystko, co robię, wynika z miejsca.

Ostatnio widziałam w kinie „The Square”. Nie mogłam się poruszyć, kompletny nokaut. Ten film świetnie opisuje świat sztuki – ale tej niefajnej, której ja nie cenię. Napompowanej, przeintelektualizowanej i odległej od rzeczywistości.

Kwadrat troski i dobra, w którym można wszystko wyrzucić, o wszystko poprosić, wszystko dostać. Twórcy i krytycy o nim opowiadają, ale w kwadracie nie dzieje się nic, nic się nie zmienia. Brakuje kontekstu miejsca, który jest najważniejszy, i zatraca się funkcja, a w efekcie cel działania.

Jesteś artystką, a miałaś zostać prawnikiem. Nie tęsknisz? Jako prawnik mogłabym realizować się tylko w obronie praw zwierząt. Psy mam dwa – Liska, znalezionego na drodze w jednej z jurajskich wsi, i Lalę, uchodźczynię z Bałkanów.

W ogóle psy towarzyszą mi od maleńkości. Jako dziesięciolatka wymogłam na rodzicach pierwszego psa. A potem sama znajdowałam bidy w rowie. Jadąc ulicą, zawsze patrzę na pobocze. Widząc na nim psa, nie uspokajam sumienia mówiąc: „na pewno ma dom”. Jak w życiu – albo chcę to dostrzec, albo nie. Nawet jeśli to, co widzę, jest bolesne.

Pięknie to ilustrują zdjęcia Dawida Chalimoniuka z transportów żywych zwierząt i rzeźni. O sobie mówi, że jest reporterem wojennym na wojnie gatunków, który jeździ z przegranymi. Jego zdjęcia pokazują rzeczywistość, za którą stoi ogromne cierpienie. Udajemy, że nie wiemy, bo tak jest łatwiej.

Wybrałaś jednak inny zawód. Który również obliguje mnie do walki. Na tej wojnie jesteśmy potrzebni wszyscy. Bo to jest wojna, tyle że nie giną na niej ludzie, a wartości i przyroda, naruszane są nasze prawa i wolność. Dla mnie to wystarczający powód, by się obudzić. Sztuka w przestrzeni publicznej jest świetnym narzędziem, bo umożliwia bezpośrednie dotarcie do odbiorcy, co więcej – zaangażowanie go w czynne działanie, które zmienia otaczającą go rzeczywistość. Tego typu interaktywne realizacje cenię najbardziej.

Miałam cię zapytać o to, jakie wartości są dla ciebie ważne w życiu, a jakie w sztuce – ale teraz już wiem, że to byłoby niewłaściwe pytanie. U ciebie nie ma dychotomii między jednym a drugim. To, jakim jestem człowiekiem w życiu, widać w tym, co i jak robię. To problem dla moich najbliższych, bo praca wchodzi do życia rodzinnego, prywatnego, i to chyba nieuniknione. Mój zawód nie jest od-do. To mieszanie się życia z pracą, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Etat na całe życie.

Lisek, mój pies, wszedł mi pod koła samochodu. Drugiego psa – Lalę – znalazłam na poboczu w Czarnogórze. Jest, więc biorę. Nie analizuję, czy będzie mi wygodnie. W życiu nie ma być fajnie. Ma być mądrze, prawdziwie, lojalnie, uczciwie. Tak samo myślę o zawodzie artysty. Należy wyjść ze strefy komfortu.

Nie abstrahuję, nie mówię mózgowi: pracuj, wygeneruj coś. Najlepiej pracuję, gdy nie pracuję – wtedy pojawiają się pomysły. Nie umiem wytłumaczyć, skąd się one biorą. Nie potrafię powiedzieć, czym się zajmuję. Jak to zrobiłam. Co mną kierowało. Co mnie inspiruje. To cała ja, bez dychotomii, za to z masą wątpliwości.

tekst: Magdalena Gościniak | zdjęcie: Jadwiga Janowska, arch. Matyldy Sałajewskiej
ultramaryna, październik 2017












KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>

FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
ďťż
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeĹźone       sisli escort escort bayan esenyurt istanbul escort istanbul escort sex hikayeleri kurtkoy escort kartal escort atesehir escort kurtkoy escort pendik escort maltepe escort tuzla escort tipobet
instagram wordpress adult teması meme büyültme hacklink satış e sigara hacklink