Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | WOJT3K KUCHARCZYK: Muzyka skomplikowana jak życie
piątek 28.04.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
WOJT3K KUCHARCZYK: Muzyka skomplikowana jak życie

Rozmowa z Wojtkiem Kucharczykiem, twórcą zespołu Mołr Drammaz oraz wytwórni mik.musik.

Ultramaryna: Mołr Drammaz wydało właśnie nową płytę. Wydaje się ona o wiele bardziej spójna, homogeniczna, dojrzała niż poprzednie produkcje. Jesteście z niej zadowoleni?
Wojtek Kucharczyk: Tak, wszyscy cieszymy się z jej nagrania. Można powiedzieć, że poprzednie płyty były jedynie szkicami do „Boazerii”. Podjęliśmy zupełnie nowy trop w naszych muzycznych poszukiwaniach. Obok elektroniki znalazło się miejsce na klasyczne podejście do muzyki. Grająca na flecie Gosia Waluga kilka miesięcy temu zrobiła dyplom Akademii Muzycznej. To na pewno bardzo inna płyta. Koniec przekazu werbalnego – jeżeli już pojawiają się słowa, to są to jakieś hermetyczne teksty albo roboty. Dotychczas tworzyliśmy muzykę, jakby na zadany temat. W ten sposób wydaliśmy w przeciągu ostatnich dwóch lat bardzo dużo płyt.

No właśnie, nie przeraża cię łatwość, z jaką powstaje muzyka elektroniczna? Jej przystępność, masowość, powielanie? W naszym przypadku stało się to nie tyle wyniszczające czy wypalające, ale teraz czas jakby się zatrzymał i trzeba zastanowić się co dalej. Chciałbym skupić się teraz bardziej na jakościowej stronie naszej muzyki. Jestem pewien, że „Boazeria” wystarczy na dłużej, bo można ją słuchać na różne sposoby. Jest różnorodna, spontaniczna – czasem brzmi jak muzyka filmowa z lat 50., w finale znalazło się też miejsce na sentymentalny powrót do new romantic. Problem z łatwością tworzenia muzyki elektronicznej widzę też na przykładzie mojej wytwórni mik.musik. Kiedyś, gdy wydawałem eksperymenty Sebastiana Buczka albo Retro Sex Galaxy wiedziałem, że są to rzeczy ważne, przełomowe. Teraz przychodzą do mnie różne osoby, które tworzą muzykę elektroniczną i chcą ją wydać, ale ja nie mam już tej pewności czy są to rzeczy dobre i odkrywcze.

Wasza nowa płyta „Boazeria” ukazała się również jako dodatek do słowackiego pisma o sztuce „VLNA”. „VLNA” to bardzo dobre pismo, pod względem doboru tekstu i designu. Ten nowy numer w całości poświęcony jest sztuce w Polsce. Dobór polskich artystów według słowackiego klucza może wzbudzić u nas kontrowersje [w nowym „VLNA” obok wywiadu z Mołr Drammaz znajdują się teksty m.in. o Katarzynie Kozyrze, filmie „Egoiści” i Magazynie Sztuki – przyp. red.]. Do pisma dołączono 800 egzemplarzy „Boazerii”. To rekord - nakład nowej płyty Mołr przekroczył ponad dziesięciokrotnie naszą normę.

Zagraliście z tej okazji w Bratysławie promocyjny koncert. Tak, ale reakcja publiczności była dziwna. Okazuje się, że poziom świadomości muzycznej na Słowacji jest taki jak w Polsce sześć, siedem lat temu – jak wtedy kiedy zaczynaliśmy dopiero tworzyć muzykę Mołr Drammaz. Publiczność nie wie jak podejść do tego typu dźwięków. Nie było mowy wspólnym udziale, sprzężeniu zwrotnym między nami a publicznością w tworzeniu muzyki na żywo. Nawet wydawca pisma „VLNA” mówił, że takiej muzyki jeszcze u nich nie było.

Zagraliście za to bardzo udany koncert w galerii legendarnego warszawskiego Rastra. Były to nawet dwa koncerty. Jeden zwyczajny, Mołr Drammaz na scenie – bardzo dobre przyjęcie. Drugi – taki trochę żart, ja i Macio Moretti z zespołu Starzy Singers - zagraliśmy na wernisażu Małgorzaty Jabłońskiej [zeszłoroczna absolwentka katowickiej ASP, mieszka w Gliwicach], chcieliśmy się dostosować do klimatu prac Gosi – sprzęt AGD, komputery, futurystyczny design.

Płyta „Boazeria” będzie rozpowszechniana także przez prestiżową wytwórnię niemiecką A-musik. Czy będziecie także koncertować w Niemczech? Z tej okazji zagramy 10 stycznia 2002 w Kolonii koncert promujący wytwórnię Mik Musik. W klubie Die Gebaude oprócz nas wystąpią też nasi przyjaciele: Sebastian Buczek, Paul Wirkus i Uwe Schneider. Oczywiście mamy nadzieję, że współpraca z A-musik przyniesie nam możliwość wyjścia z muzyką Mołr dalej w świat. Jestem jednak ostrożny, współpracowaliśmy już np. z holenderską firmą Staalplat. Nie przyniosło to wielkich korzyści.

Oprócz „Boazerii” niedawno ujrzała światło dzienne inna niezwykła płytę z udziałem rodzeństwa Kucharczyk: Go Underground To See More Animals. Niektórzy śmieją się, że Go Underground to zespół, który gra covery Mołr Drammaz. Nigdy nie nagrywaliśmy tego typu rzeczy jak ta płyta – jest bardzo piosenkowa, ale nie do końca. Udział Randalla Beavera jest bardzo wyraźny, on wprowadza specyficzny nastrój do tych utworów.

Właśnie kim jest ta tajemnicza postać? Randall jest przede wszystkim amerykańskim antropologiem, performerem i filmowcem. Jest też muzykiem – co w śmieszny sposób łączy wszystkie jego pasje. Poznaliśmy go przy nagrywaniu płyty nad płytą „Don’t Worry About the Coverband” z coverami Talking Heads. Z kilkudziesięciu osób, które wzięły udział w nagraniu płyty tylko on odpowiedział na mój list. Zaczęliśmy wymieniać e-maile. Efekt był taki, że Randall po roku przyleciał do Polski i wspólnie zagraliśmy trasę koncertową. Podczas jego kolejnej wizyty zarejestrowaliśmy płytę. Może uda nam się za jakiś czas złożyć muzyczną wizytę Randallowi w USA.

Zajmujesz się ostatnio bardzo nietypowym projektem, jakim jest płyta „superrityn.ses”. Na czym on polega? To jest moja zupełnie solowa działalność, sygnowana moim własnym imieniem. To jest bardzo minimalistyczna, przezroczysta muzyka/ nie-muzyka. Może jest to raczej badanie, analiza struktury rytmicznej. Nagrany materiał dałem do zremiksowania Dominikowi z Neurobota. To co on zrobił posłałem z kolei do Barcelony, do eksperymentalnej wytwórni ALKU. Efekt ich pracy poślę gdzieś dalej. Taki remiks bez końca. Chciałbym wydawać co jakiś czas te ok. 20-minutowe płyty, w jednolitej szacie graficznej. Druga płyta jaką wydałem w tej serii zatytułowana „Making Love With CD-R” jest chyba największym technologicznym i muzycznym odjazdem na który się zdecydowałem. Są tam pliki graficzne .TIF zapisane w ten sposób by odtwarzał je zwykły CD-player.

Na ile myślenie plastyczne przekłada się w twoim przypadku na język muzyczny? Obiekt tworzony musi być tak samo gęsty w sensie znaczeniowym, symbolicznym, technicznym, czasowym, ma działać, niezależnie czy jest to grafika czy muzyka, czy jeszcze coś innego. Generalnie jest tak, że coraz więcej ludzi zauważa obrazowość naszej muzyki, że to taki film dla uszu, czy mózgu, no i tak to jest chyba, chociaż w wielu momentach rozpatrujemy tylko wątki muzyczne. Ja bym powiedział (może nieco pretensjonalnie) tak - staram się patrzeć uszami, a słuchać oczami. Ponadto – np. okładkę „Boazerii”, traktuję jako jeszcze jeden utwór na tej płycie, nawet w spisie w środku jest numer 20 dodany...

Rzadko można ostatnio usłyszeć głos twojej siostry Asi, niegdyś jednego ze znaków rozpoznawczych Mołr Drammaz. Tak, ale moja siostra ma za to teraz nieporównywalnie większy udział instrumentalny. To bardzo ważne, bo materiał z „Boazerii” trudno przełożyć na granie koncertowe. Stąd udział Asi jest i będzie bardziej akcentowany w warstwie niewerbalnej podczas występów opartych o nową płytę. Tą drogą chciałbym pójść, tak jak w muzyce etnicznej, którą słucham nie z pobudek estetycznych, ale jako rodzaj komunikatu. To próba odtworzenia muzyki etnicznej na miarę naszych czasów. Te wszystkie zmiany nastrojów, przejścia – marzę, aby robić muzykę skomplikowaną jak życie.

Jak wyglądałby skład Mołr Drammaz twoich marzeń - kogo z żyjących artystów chciałbyś usłyszeć na nowej waszej nowej płycie? Oj, bardzo trudne pytanie! Najprościej chyba odpowiedzieć, że Davida Byrne'a, bo do lat jesteśmy jego fanami, dwukrotnie się spotkaliśmy, robiliśmy covery jego utworów itd. i miło byłoby. Traktujemy go jak naszego wujka. Potem może Tom Zé, czołowy brazylijski freak, bo lubimy ogromnie muzykę z Brazylii. Idąc dalej tym tropem, dalej Brazylia, Arnaldo Antunes, bardzo odjechany człowiek, artysta, poeta i muzyk. Na naszej płycie chciałbym kiedyś usłyszeć jego subbasowy głos! Z bliższych geograficznie rejonów - taki pomysł kiedyś wpadł, żeby Asia zrobiła duet z Barbarą Morgenstern albo Jovanką von Willsdorf z Quarks, obie panie z Berlina. A ja bardzo chętnie kiedyś spotkałbym się muzycznie z Felixem Kubinem, jego płyt ostatnio słucham najczęściej i tak mi się wydaje, że w wielu momentach myślimy podobnie. Na pewno też będziemy zapraszać do współpracy ludzi nagrywających dla mik.musik, bo każdy z nich robi coś bardzo unikalnego.

W takim razie życzę powodzenia w potyczkach z materią dźwiękową!

Rozmawiał: Herman [Ultramaryna styczeń 2002]






teksty
PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone