Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | ANNA DUDZIŃSKA: Najważniejsze jest słuchanie
piątek 24.02.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ANNA DUDZIŃSKA: Najważniejsze jest słuchanie

Anna Dudzińska. Reporterka Polskiego Radia Katowice i autorka wyróżnianych reportaży. Wśród nagród jest m.in. Prix Italia (zdobyta z Anną Sekudewicz), najbardziej prestiżowe wyróżnienie w świecie radiowym. Od kilku lat przygotowuje audycje o architekturze, od półtora roku jest korespondentką Polskiego Radia w Dubaju.

Ultramaryna: Jak widać Śląsk z perspektywy Dubaju? Czy ty w ogóle nas stamtąd widzisz?

Anna Dudzińska:
Oczywiście, widzę Śląsk cały czas. Ale nie umiem uczciwie odpowiedzieć na twoje pytanie, bo mam dziwne uczucie, że od półtora roku żyję w dwóch równoległych światach, jakbym wyjechała, ale jednocześnie była tutaj cały czas. Miejsce, w którym fizycznie się znajduję, nie ma dla mnie aż takiego znaczenia. Mogę jechać metrem w Dubaju i jednocześnie pracować w Polskim Radiu Katowice. Kiedyś Kazimierz Kutz powiedział, że żeby zobaczyć Śląsk i mądrzej o nim mówić, trzeba koniecznie wyjechać i popatrzeć na niego z innej perspektywy…

…i ty w to wierzysz. Właściwie nie wiem. Chyba nie do końca. Śląsk to przedziwne miejsce, moje. Chociaż nie opuszcza mnie to uczcie podwójności i coraz częściej łapię się na tym, że jestem w domu i tu, i tu. Mieszkam w Dubaju, który z moich okien wygląda jak „Metropolis” Fritza Langa. Brakuje mi tylko pociągów przejeżdżających na wysokości 43. piętra. Ale moja codzienność reportera i korespondenta radiowego wygląda bardzo podobnie w obu miastach. Wstaję, zabieram magnetofon, wsiadam do auta, jadę na nagrania…

Może tylko odległości są inne – na Śląsku to na przykład pięć kilometrów, tam – pięćdziesiąt pięć. Uważam, że świat jest niezwykle ciekawy i jestem tego świata głodna. Dlatego odkrywam Dubaj na nowo, ale dokładnie tak samo odkrywam Śląsk, kiedy szukam tu nowego tematu. Świat jest interesujący. Gdziekolwiek.

Wydaje mi się, że w Dubaju chyba bardziej. Mieszkasz w miejscu, które wyobrażam sobie jako stolicę nowoczesności. Architektoniczną, w jakimś sensie też kulturową. Tobie Dubaj kojarzy się z nowoczesnością, z rozmachem, z monumentalnością budynków i przestrzeni, a dla mnie jest architektoniczną masakrą na środku pustyni. Miejscem wymyślonym. Dosłownie – tu ktoś pomyślał, że warto postawić ogromne osiedla za wielkie pieniądze, tam postanowiono zbudować drugi Nowy Jork, więc mamy fragment żywcem wyjęty z tego amerykańskiego miasta, gdzie indziej najwyższy budynek na świecie. Takie plamy, których nie łączą chodniki, a poza tym pustynia.

Ale… Ale, kiedy odchyli się trochę tę powłokę, zajrzy za zasłonę, popatrzy do środka, to tam jest tak bardzo dużo ciekawych rzeczy, przez tę międzykulturowość, różnorodność, przez obecność tajemniczych Emiratczyków, których trudno nawet spotkać, nie mówiąc o zaprzyjaźnieniu się z nimi. W Dubaju mieszkają ludzie z całego świata, rdzennych mieszkańców jest tylko 20 procent! Nie znam drugiego takiego miejsca, gdzie wszyscy są „nie u siebie”.

Czyli myślę schematem. Trochę tak. Mówiąc o Dubaju operuje się dwiema kliszami. Jedna to Dubaj widziany jako miejsce, gdzie mieszkają biedni, ciemiężeni robotnicy i służące bite przez bogaczy. A z drugiej strony widzimy najnowocześniejsze państwo świata, w którym nie ma żadnych problemów, a wszystkie budynki są naj. Najwyższe, najdłuższe, najdziwniejsze, najbardziej niemożliwe – tak jak sztuczna palma na środku morza. A dla mnie to miasto pełne tajemnic, miasto o twarzy pomiędzy jednym a drugim wizerunkiem. Może to dusza reportera, ale zawsze mam uczucie, że wystarczy wyjrzeć zza rogu, aby spotkać nowe tematy i ciekawe tropy.

Na przykład: Emiratczycy bardzo uroczyście obchodzą święto powstania państwa. Flagi i portrety szejków można zobaczyć wtedy wszędzie. Na samochodach, prywatnych domach, na noszonych przez ludzi koszulkach. Dziwiłam się temu do momentu, gdy uświadomiłam sobie, że to państwo ma 45 lat! Jest o rok starsze ode mnie! Wszystko, dosłownie wszystko, powstało tam w ciągu czterech dekad. Przecież tam mieszkają ludzie, którzy – dosłownie – przesiedli się z wielbłąda pędzącego po pustyni do ferrari. Co się dzieje w głowach takich ludzi, jak można tak po prostu zbudować cały kraj? Również fizycznie, architektonicznie, coś z niczego. Widziałam zdjęcie z lat 60., na którym szejkowie stoją na szczycie Empire State Building, jakby mówili: „to my sobie to teraz zbudujemy u siebie”. I zbudowali. To kraj, który bierze się z marzeń, ze wszystkimi złymi stronami tego pomysłu. To mnie absolutnie fascynuje.

A czy sensem pracy reportera nie jest pójście w miejsce, które ja, czyli twój słuchacz, odbiorca, tylko sobie wyobrażam, i przekucie moich wyobrażeń w coś realnego i innego? Podważenie mojego schematycznego myślenia? Oczywiście, że tak. W obu miejscach robię dokładnie to samo. Programy odkrywające architekturę robię od sześciu lat – w radiu, także na antenie radiowej Trójki, inną ich wersję w „Dzienniku Zachodnim”. Często sama ze zdziwieniem odkrywam, że mamy tak interesujące miejsca na Śląsku, że na przykład w 20-leciu międzywojennym budowano tu tak nowocześnie, i to zarówno po stronie polskiej, jak i niemieckiej. W jakimś sensie zawodowo walczę z kliszą i schematem.

Jedno jest pewne, gdybym nie mogła pracować i została „żoną Dubaju”, jak wiele kobiet, których mężowie pracują w Emiratach Arabskich, to na pewno bym oszalała. Ten zawód daje mi możliwość dotykania spraw, historii, rzeczy, do których inni nie mają dostępu. Uświadomiłam sobie też, jak niewiele wiemy o świecie arabskim, i nawet jeśli przeczytamy całe półki książek, to dopiero „dotknięcie” tej rzeczywistości daje nam jakieś pojęcie o realiach. Pojechałam tam jako laik i odkrywam je krok po kroku, od oczywistości po tajemnice. Mam prawo zadawania prostych pytań i to robię.

Opowiadasz w swoich audycjach o architekturze, więc chyba trudno ci nie zwiedzać, nie przyglądać się tej gigantomanii, która jest chlubą Dubaju. Tak, oczywiście, odwiedzam miejsca turystyczne z przyjaciółmi, którzy do mnie przyjeżdżają. Ale na pytanie, czy podoba mi się najwyższy budynek świata, odpowiadam: nie, nie podoba mi się. Doceniam to, że budując ten gmach przy okazji wymyślono, jak wpompować wodę na 600. piętro, jak wentylować całe miasto, jakie znajduje się w tej wieży, podziwiam inżynieryjne mistrzostwo tej konstrukcji, umiejętność pokonania tylu przeciwieństw i barier jak wiatry, ruchy ziemi, gorąco, wszystko, co jest niebezpieczne na tych wysokościach. To wszystko zmienia myślenie o architekturze, nawet jeśli znamy dużo więcej ciekawych „stylistycznie” budynków.

Jesteś autorką nagradzanych reportaży, ale skąd się właściwie wzięło twoje zainteresowanie właśnie architekturą? Ze spotkania. I z przypadku. Moje mieszkanie projektowała pracownia Joanny i Wojciecha Małeckich. Znaliśmy się od wielu lat, a po raz pierwszy zaczęliśmy rozmawiać z Wojtkiem o architekturze w taki sposób. Z tych rozmów sześć lat temu wyrosły moje programy, a przede wszystkim cykl, w którym architekci opowiadają o swoich ulubionych budynkach.

Jak szukasz miejsc, po których potem oprowadzasz swoich słuchaczy i czytelników? Poprzez ludzi, których spotykam. Proszę architektów, żeby opowiedzieli mi o budynkach, które zmieniły ich myślenie o architekturze. Daję im wolną rękę, pozwalam na wszystko, nie wymagam, żeby mówili o budynkach, które im się podobają, wręcz odwrotnie – czekam na ich pomysły, wsłuchuję się w to, co mówią. Przez sześć lat nie powtórzyło się żadne miejsce! Powtarzały się nazwiska, to prawda, ale nie budowle! To było moje największe zaskoczenie.

Architekci opowiadają o najdziwniejszych miejscach. Takich, które są współczesne, historyczne, już nie istnieją albo są tylko śladem budynku. Ostatnio gość mówił mi o pałacu krzywych luster w Wesołym Miasteczku w Chorzowie, a Jemsi zachwycali się chińskim gabinecikiem księżnej Potockiej, która projektowała go nie mając przecież przygotowania architektonicznego. Albo opowieść o tym, że najczystszą formą architektoniczną jest kamieniołom w Carrarze, w którym wydobywa się marmur. Takie odkrycia pokazują mi, jak wiele czynników wpływa na myślenie architekta, jego poszukiwania.

Postanowiłam w podobny i nieoczywisty sposób szukać ciekawej architektury Śląska. Zaczęłam od Nikiszowca, gdzie chyba każdy zatrzymuje się na chwilę, zastanawiając nad tą architekturą. To osiedle, podobnie jak Giszowiec, zostało zbudowane tak, by ludziom mieszkało się wygodnie. Odpowiada zresztą na ważne pytanie, jak dobrze projektować budynki.

Architektura to jedyna ze sztuk, od której nie jesteśmy w stanie uciec. Ona zawsze jest z nami. Musimy się jej nauczyć, doceniać ją i rozumieć. Wyobrażam sobie, że można nie iść do kina czy do teatru, ale przecież nie można uciec od czegoś, w czym mieszkamy, co nas otacza.

Jak wobec tego rozmawiasz z architektami? O co pytasz? Przede wszystkim przygotowuję moich rozmówców. Podaję im temat, uprzedzam, o co chcę ich zapytać. Z mojego doświadczenia wynika, że często rozmówcy muszą sami sobie zadać to, proste w gruncie rzeczy, pytanie: jaki jest ten jeden budynek, który zrobił na mnie największe wrażenie. Wbrew pozorom wymaga to od nich głębszego przemyślenia sprawy i często to, co wybierają, to filtr, przez który patrzą na architekturę w ogóle. Także własną.

Masz w takim razie jakiś uniwersalny klucz do otwierania ludzi? Co powoduje, że z równym zaangażowaniem i szczerością opowiadają ci o sobie wybitni architekci i zwykli ludzie? I Dubajczycy, i Ślązacy? Nie da się na to pytanie odpowiedzieć, różnie z tym bywa, decydują okoliczności, konkretna osoba, miejsce i temat. Za każdym razem jest inaczej. W przypadku ekspertów – na przykład architektów, o których rozmawiamy – istotne jest moje przygotowanie, danie im świadomości, że nie jestem tu przez przypadek, że jestem dla nich partnerem w rozmowie. Nie chcę, żeby mówili przez pięć godzin. W przypadku zwykłych ludzi jest inaczej – słucham ich długo, mam dla nich czas, nagrywam kilometry przysłowiowej taśmy, którą potem przez całe tygodnie montuję. Zdarza mi się robić jeden reportaż przez rok, półtora.

Radio to medium intymne, dające niesamowite możliwości, bardzo indywidualne i niepodobne do niczego. Dające wgląd w światy, które są na co dzień kompletnie niedostępne. Może jedynie napisanie reporterskiej książki może się równać ze zrobieniem reportażu radiowego i tylko wtedy relacja z bohaterem może być podobna, równie bliska. Dość niezwykłe jest, że wejście w tę relację odbywa się niezależnie od języka, w jakim pracuję. Czasem w Dubaju zdarza mi się rozmawiać z robotnikami, którzy mieszkają po sześciu w małych klitkach lub z profesorami architektury. Cieszę się, gdy uda mi się ich otworzyć. Oni po prostu nagle zaczynają mówić o sobie.

Oczywiście są pewne wytrychy, rzeczy, które zawsze działają, jak pytanie o szczegół z życia. Wystarczy zapytać, co stało w pani domu na półce i nagle można usłyszeć historię o przeszłości człowieka, jego rodziny, bliskich. Ale przede wszystkim trzeba słuchać. Bo w ogóle najważniejsze jest słuchanie.

Dziękuję za rozmowę.

tekst: Joanna Malicka | zdjęcia: Bartek Barczyk
ultramaryna, styczeń 2017













teksty
MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1

ANNA DUDZIŃSKA: Najważniejsze jest słuchanie
Anna Dudzińska. Reporterka Polskiego Radia Katowice i autorka wyróżnianych reportaży. Wśród nagród jest m.in. Prix It... >>>

ANNA MŁYŃSKA: Moja pasja jest moją największą inspiracją
Zdobyła Nagrodę Publiczności w konkursie „Design28”, stanowiącym prezentację najlepszych dyplomów projekt... >>>

JAN P. MATUSZYŃSKI: Uważnie słucham innych
Skromny, poważny, przenikliwy. Konsekwentnie idzie swoją artystyczną drogą. Jan P. Matuszyński studiował reżyserię na... >>>

KASIA NAWRATEK: Rytm i rytuał
Każdy, kto urodził się na Śląsku, momentalnie rozpozna znajome miejsca w jej książkach. Choć unika doprecyzowania mie... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone