Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | RICHMOND FONTAINE: Najlepsza rzecz, jaka się nam przytrafiła
sobota 23.06.18

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
RICHMOND FONTAINE: Najlepsza rzecz, jaka się nam przytrafiła

Wokalista, songwriter i pisarz. to prawie była gwiazda alt country i wciąż wielka nadzieja amerykańskiej prozy. W ramach Ars Cameralis frontman Richmond Fontaine zaprezentuje talenty, których na szczęście nie zmarnował. Szczegóły poniżej.

Ultramaryna: Po wydaniu płyty „Post To Wire” magazyn „Uncut” zastanawiał się, jak to możliwe, że tak dobry zespół nie został wcześniej odkryty. Czy ten album rzeczywiście okazał się przełomem w historii Richmond Fontaine?
Willy Vlautin:
Nie jestem pewny, dlaczego tak długo pozostawaliśmy niezauważeni. Bez wątpienia brakowało nam pewności siebie. Radziliśmy sobie na zachodzie Stanów, ale nie koncertowaliśmy intensywnie. Sporo piliśmy i byliśmy bardziej awanturnikami niż artystami z ambicjami.

Myślę, że wcześniejsza płyta „Winnemucca” zmieniła tę sytuację. Wydaliśmy ją sami i ludziom chyba się spodobała, kupili ją. Nagle mieliśmy wystarczająco dużo forsy, żeby wynająć pokoje w motelu i kupić porządne opony do naszego vana. Poczuliśmy, że tworzymy zespół. Również dlatego, że dołączył do nas Sean Oldham. Stał się liderem i zajął się stroną biznesową, a to cholernie nam pomogło. Ale masz rację, że po wydaniu „Post To Wire” coraz więcej osób zaczęło o nas pisać. W końcu wyrobiliśmy sobie również paszporty.

Jesienią kończycie działalność zespołu – po 20 latach wspólnego grania. Jakie wspomnienie z tego okresu uważasz za szczególnie ważne? Jedno z takich wspomnień pochodzi z 2002 lub 2003 roku. Gitarzysta Dan Eccles tak bardzo przeraził się naszym imprezowaniem, że schował się i zasnął pod stołem. Następnego ranka, kiedy jechaliśmy przez Wyoming na kolejny koncert, zapytał co sądzimy o występie z poprzedniej nocy. Wszyscy spojrzeliśmy na siebie, bo nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nigdy. Byliśmy skacowani, a przyszłość zespołu właśnie zawisła na włosku. To działo się latem i van, którym podróżowaliśmy, nie miał klimatyzacji, ale podziałało to na nas jak zimny prysznic. Przez Dana wygrzecznieliśmy i przestaliśmy pić przed koncertami. Naprawdę pomógł nam wyjść z rynsztoka.

W swojej twórczości często powracasz do rodzinnego Reno. Jak się tam żyje? Reno staje się obecnie miastem jak każde inne. Swoje piętno odcisnęły na nim indiańskie kasyna. To miasto hazardu, w okresie przejściowym wypełnione barami, które nigdy się nie zamykały, a w których upijali się także sami barmani. To było dzikie, ale rozumiałem i lubiłem tułaczą stronę Reno. Uważałem ją nawet za zaletę. Po prostu urodziłem się w odpowiednim mieście, w miejscu, które miało też swoje ciemne strony, o jakości roztrzaskanego auta, ale które oferowało coś więcej niż tylko przyzwoitą ilość niespełnionych włóczęgów. Od dziecka czułem się spokrewniony z tą okolicą. Pierwsze piosenki wzięły się stamtąd i chciałem, żeby ostatnie tam się kończyły. Dlatego wracam do Reno na „You Can’t Go Back If There’s Nothing To Go Back To”.

Czego oczekujecie po Katowicach? Bardzo się ekscytujemy, że wreszcie uda nam się zobaczyć Polskę. Czekaliśmy na to wszyscy od dłuższego czasu i cieszymy się, że zostaliśmy zaproszeni na festiwal. Gramy ostatni duży koncert na ostatniej trasie. Choć Richmond Fontaine to najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła, w wielu aspektach, właśnie z szacunku do tej kapeli porzucam wspólne granie. Jesteśmy bardzo dumni z ostatniej płyty i zakończenie działalności po jej nagraniu wydaje się być właściwym posunięciem. Występy w zespole funkcjonującym jak rodzina, któremu udało się zaistnieć, były wielkim prezentem od losu. Chłopcy zdają sobie z tego sprawę i chcieliby, żeby tak zostało. To jak dobra passa zamieniona w tatuaż.

Czy możemy liczyć na kolejny album projektu The Delines, w którym się udzielasz, czy bardziej na płytę solową? Uwielbiam grać w The Delines i mam ogromną nadzieję, że będziemy mogli kontynuować działalność. Niestety Amy Boone, nasza wokalistka i dobra znajoma, została potrącona przez samochód kilka miesięcy temu i czekamy, aż dojdzie do siebie. Jeśli będzie gotowa i chętna do działania, mam nadzieję, że wszystko zacznie się znowu kręcić. Jeśli chodzi o nagrania solowe, o mój Boże, to może potrwać wieki. Nie widzę siebie w tej roli.

Jesteś także autorem czterech powieści. Czy łatwiej napisać teksty na płytę, czy ukończyć kolejną książkę? Obie rzeczy nie przychodzą łatwo, ale kocham je i mierzę się z nimi. Napisanie powieści jest o tyle łatwiejsze, że to po prostu żmudna robota. Wstajesz i postanawiasz, że musisz dotrzeć postacią A do sklepu, potem wyjść z tego sklepu, odkrywając, że skradziono jej samochód. Trzeba wykonać konkretną pracę, żeby dojść do tego punktu.

Na piosenkę często wpada się przypadkiem, a następnie próbuje się z nią zostać na dłużej. Właściwie nie rozumiem, skąd one się biorą. Wiem tylko, że piszę sporo żałobnych pieśni, takich krótkich opowieści do szczątkowej muzyki, a potem spędzam tygodnie, żeby przestały być lamentami. Pracując nad powieścią trzeba odstawić gorzałę i wziąć się w garść. Wszystko zależy od ilości czasu i trzeźwego myślenia. Problem powstaje jednak, kiedy po roku – jak nie więcej – ciężkiej pracy zdajesz sobie sprawę, że pierwszy pomysł, od którego rozpocząłeś pisanie, wcale nie jest najlepszym, na jaki wpadłeś…

tekst: Roman Szczepanek
ultramaryna, listopad 2016


Richmond Fontaine zagrają 4.11 w Jazz Clubie Hipnoza w ramach Ars Cameralis >>> czytaj więcej







>>> strona Richmond Fontaine
>>> Richmond Fontaine @ Facebook









KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
ŚLĄSKA FILMÓWKA: Katowicka Nowa Fala
Laurki mają to do siebie, że ociekają słodyczą i trudno w nie uwierzyć. Na szczęście z okazji 40. rocznicy istnien... >>>

SONBIRD: Śpiewamy w języku, w którym śnimy
Dawid, Kamil, Maciek, Tomasz – znają się jakby od zawsze, choć grają ze sobą dopiero trzy lata; koncertują n... >>>

SEÑOR COCONUT: Najlepszy bal na świecie
Atom TM, Atom Heart, Geeez’n’Gosh, Flanger, Señor Coconut – dziesiątki pseudonimów, kilka gru... >>>

RAFAŁ MILACH: Wątpię w fotografię
Zaczynał na Śląsku, teraz fotografuje od Islandii do Azerbejdżanu, wykłada w Czechach i wystawia od Berlina po Japon... >>>

JADWIGA JANOWSKA: Sztuka snapshotów
Dziś każdy jest fotografem. Wystarczy mieć konto na Instagramie, by tak o sobie myśleć. Nie każdy jednak potrafi... >>>
komentarze: 1

MIROSŁAW NEINERT: Poza bufetem
Aktor, reżyser. Kiedyś namiętnie palił fajkę, dziś od czasu do czasu zapala kubańskie cygaro. Z wyboru, duszy i se... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2018, wszystkie prawa zastrzeżone