Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | OLGA DRENDA: Duchologiczny przewodnik po Katowicach
wtorek 21.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
OLGA DRENDA: Duchologiczny przewodnik po Katowicach

Lata 90. Czas nieustających przemian i gwałtownych ruchów społecznych, okres zachłyśnięcia się wreszcie dostępną kulturą Zachodu i katastrofy gospodarczej, wywołanej zmianami ustrojowymi. Uliczni handlarze z kasetami wideo i damską bielizną, okupujący najbardziej ruchliwe miejsca w polskich miastach. Telewizyjna szarość ustępująca miejsca kolorowym reklamom, polityczne slogany na cześć jedynej Partii zamienione na „Ociec, prać”.

Epoka, która kształtowała umysły dzisiejszych 30- i 40-latków, to fascynujący, choć wciąż w dużej mierze niezbadany temat. Jedną z pierwszych osób, które podjęły się archeologii pamięci epoki transformacji, jest Olga Drenda – pochodząca z Katowic dziennikarka, blogerka i założycielka strony internetowej „Duchologia”, która patrząc na świat z perspektywy przedmiotów, kultowych seriali i zapomnianych dokonań muzycznych próbuje uchwycić atmosferę, zeitgeist tamtej epoki.

Korzystając z okazji, jaką jest premiera pierwszej duchologicznej książki, zatytułowanej po prostu „Duchologia. Rzeczy i ludzie w latach transformacji”, porozmawialiśmy z autorką o duchologicznych Katowicach i czasach, które ukształtowały wiele elementów naszej współczesności.

Ultramaryna: Możesz nam powiedzieć, na ile to, że pochodzisz ze Śląska – regionu, w którym wciąż ścierają się ze sobą różne tożsamości, historie i kultury – wpłynęło na twoje zainteresowanie epoką transformacji, czasem, kiedy cały kraj przechodził wielką metamorfozę?

Olga Drenda:
Akurat w okolicy, w której dorastałam, było to raczej średnio widoczne. Wychowywałam się w pobliżu miasteczka akademickiego Akademii Medycznej w Ligocie i jest to miejsce, które do dziś niewiele się zmieniło. Jeżdżę tam teraz na wycieczki czy zakupy i wciąż widzę to samo graffiti „Solidarności walczącej”.

Obok sklepu Społem, gdzie obecnie mieści się klub Panorama, przez całe lata funkcjonował lokal, pół restauracja, pół bar mleczny, z takimi klasycznymi plastikowymi ceratami na stołach i zupą pachnącą pastą BHP, gdzie chodziło się na colę. Później pojawiło się w menu piwo EB, a pod ścianą automaty z grami wideo.

Niektóre rzeczy zmieniły od tego czasu lokalizację, na przykład biblioteka, która przeniosła się do sąsiedniego budynku, ustępując miejsca przedszkolu. Ale to nie były zbyt wielkie roszady i przez bardzo długi czas Ligota praktycznie w ogóle się nie zmieniała. Wszystkie te duchologiczne miejsca trwały w swojej formie – małe prywatne sklepiki, zakładane w końcówce lat 80. czy na początku kolejnej dekady, dopiero w ostatnich kilku latach przeszły jakieś większe metamorfozy. Przede wszystkim dlatego, że ich właściciele są już w wieku emerytalnym lub poumierali. Na ich miejsce zaczynają się wprowadzać Żabki i inne sieci. Robi to dość przygnębiające wrażenie, bo zaczyna tam wyglądać jak wszędzie indziej.

Ale w pewnym sensie to zawsze była duchologiczna okolica, miejsce, w którym przez lata było można się natknąć na graffiti z czasów przełomu, takie jak „Bez sensu. Czemu?” czy „Za 20 lat będziemy Hiszpanią”, mnóstwo sloganów subkulturowych, depeszowskich, haseł w stylu „Czy zabiłeś dziś już skina”, a w ścianach bloków w najlepsze tkwił azbest.

Olbrzymi wpływ miał na mnie też niezwykle duchologiczny gmach Instytutu Biofizyki Akademii Medycznej, w którym pracowała moja mama, a ja przychodziłam do niej po lekcjach, żeby posiedzieć przy komputerze. Myślę, że to właśnie było jedno z pierwszych miejsc, w których zwróciłam uwagę na te nowe elementy, przenikające naszą rzeczywistość.

Pamiętasz kiedy pierwszy raz zauważyłaś, że „przyszło nowe”? Wydaje mi się, że to mogła być sprawka fińskich lodów z pingwinkiem na etykietce. Smakowały lukrecją i pojawiły się na krótką chwilę w roku 90. lub 91. Można je było dostać w tym sklepie Społem, o którym już wspomniałam, gdzie podłoga była zawsze trochę brudna, wymalowana ekspedientka (bardzo miła – częstowała krówkami) zawsze miała na sobie fartuch, a w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach kefiru.

A masz jakieś swoje ulubione duchologiczne miejsce w Katowicach? Jakąś okolicę, która wciąż tkwi w latach 90.? Na pewno na Ligocie jest kilka takich miejsc, gdzie przez te ćwierć wieku nie zaszły żadne zmiany, zwłaszcza w okolicach miasteczka akademickiego. Amfiteatr w Parku odnowiono co prawda kilka lat temu, ale przez wiele lat był jednym z tych miejsc, gdzie wciąż czuło się tamtą epokę.

To zresztą było dla mnie długo podstawowe środowisko życia, bo do centrum Katowic zaczęłam jeździć dość późno. Traktowało się to wtedy jako wyprawę, przygodę, wyjazd „do miasta”, bo wszystkie bieżące sprawy można było załatwić na miejscu. Żeby jechać „do miasta”, musiał istnieć jakiś szczególny powód. Do dziś pamiętam, jak rodzice pozwolili mi po raz pierwszy samodzielnie pojechać do centrum. Ogromne przeżycie, wielka wyprawa autobusem, a wszystko to po to, żeby zrobić zakupy w Empiku.

Duchologiczny był również stary dworzec, ten wyburzony, ze swoją niesamowitą bryłą i tymi wszystkimi budami, które przez lata go otaczały. Ale najciekawsze dla mnie są okolice Piotrowic i Podlesia, pamiętane jeszcze z dzieciństwa i wypraw z babcią na zakupy. Tam jeździło się Fiatem 125p w kolorze yellow bahama po rzeczy, których nie można było dostać w Ligocie czy „na mieście”. Mieścił się tam sklep spółdzielni rolniczej „Nasz Dom” i handlowano warzywami, serem i wędlinami dobrej jakości. Sklep pachniał wykładziną PVC, na piętrze mieścił się klasyczny dział z 1001 plastikowych drobiazgów. Ale najbardziej fascynujący element czekał na wyjeżdżających z parkingu – była to kamienna tablica z namalowanym przez kogoś portretem Jima Morrisona. Nadal zresztą tam stoi, ale Jima zmyły deszcze. Do dziś jest to dla mnie miejsce, które przywodzi najwięcej wspomnień o tamtej epoce.

Z ciekawych miejsc warto też wspomnieć park w Murckach, gdzie nie widać jeszcze tej całej komercjalizacji, która zagarnęła Park Śląski, Planetarium – chyba jedno z najbardziej duchologicznych miejsc na Śląsku, obiekt, w którym czas naprawdę stanął w miejscu gdzieś na początku lat 90. oraz DH Zgoda w Mikołowie.

Myślisz, że te wszystkie duchologiczne poszukiwania rzeczy, miejsc wyrażających ducha czasów transformacji byłyby możliwe bez internetu, bez dostępu do tych wszystkich prywatnych i publicznych archiwów publikowanych w sieci? Tak. Zaczęłam się tym interesować jeszcze na studiach, gdzieś w okolicach 2005 roku, kiedy dostęp do internetu wciąż był raczej ograniczony. Robiliśmy wtedy badania terenowe poświęcone pamięci dziecięcej. Interesowało mnie przede wszystkim, jak pamiętamy wydarzenia historyczne, świat zewnętrzny czasów naszego dzieciństwa.

Akurat wyszło tak, że mojemu pokoleniu jakaś świadoma pamięć tego, co nas otaczało, pojawia się mniej więcej w okolicach 89. roku, w czasach przemiany ustrojowej. Wszyscy badani wskazywali dość podobne wspomnienia – wolne wybory, Freddie Mercury i „Twin Peaks”. Zaciekawiło mnie to, choć nie miałam wtedy jeszcze tej podkładki teoretycznej, jaką jest hauntologia. Cały ten ruch faktycznie zaczął się wraz z internetem, pierwsze teksty powstawały w kręgu blogerów, ale sama perspektywa takiego oglądu przeszłości pojawiła się już wcześniej różnych miejscach.

Zafascynowało mnie to, że rzeczy, które najczęściej pamiętamy, tak naprawdę nie są naszymi osobistymi wspomnieniami. Towarzysząca nam od kilku lat na każdym kroku retromania jest swojego rodzaju umową społeczną, która dyktuje nam, że pamiętamy takie, a nie inne seriale, piosenki, elementy rzeczywistości. Niekoniecznie są to rzeczy, które sami oglądaliśmy, których słuchaliśmy w tamtej epoce. Tak jest na przykład z serialem „Beverly Hills, 90210”. To jedna z ikon tamtych czasów, która pojawia się na wszystkich nostalgicznych listach podsumowujących lata 90., ale w epoce cieszył się znacznie mniejszą popularnością niż na przykład serial o Corkym („Dzień za dniem”) czy „Przystanek Alaska”.

Myślę, że jednym z najważniejszych wczesnych źródeł tej mody na retro mógł być festiwal Woodstock z 94., podczas którego wspomnienia przenikały się z teraźniejszością, dając jakąś zupełnie nową jakość. Grunge też zresztą bazował na sentymentach za przeszłością. W naszych kręgach na przykład pismo „Machina” usilnie promowało modę na lata 70., sprowadzając kulturę tamtych czasów do bardzo umownego „disco” – rozkloszowane spodnie, wielkie peruki afro, czyli rzeczy, które u nas zaistniały raczej skromnie, w telewizji za sprawą koncertu Abby i w nadmorskich dyskotekach.

Jednym z symboli tych pogoni za przeszłością był raper K.A.S.A., który dostosowywał się do każdej mody i po płycie disco nagrywał w zgodzie z najnowszymi retro trendami album w stylu new romantic. Wszystko to opierało się na wielkich uproszczeniach i z reguły nie była to polska pamięć, tylko jakaś uśredniona, międzynarodowa pamięć danej epoki, w klimacie przebieranki na imprezie studenckiej.

Skoro, jak sama mówisz, większość naszych wspomnień o tych czasach jest zapośredniczona, to co moglibyśmy uznać za najprawdziwszy, najsilniejszy symbol, przywołujący atmosferę okresu przemian w Polsce? Myślę, że cała specyfika duchologii opiera się na tym, że wszystkie odpowiedzi są raczej nieostre. Wspomnienia są pełne zakłóceń, przypominają raczej zjechaną taśmę VHS niż wyraźny obraz. Rzeczy wpadające do pamięci dziecka łączą się w najróżniejsze, niekoniecznie logiczne układy i sekwencje wspomnień. Ale dwa elementy rzeczywistości tamtych czasów pojawiają się prawie zawsze – przezroczyste kasety magnetofonowe, na których można było nagrywać piosenki z radia lub płyt, oraz taśmy wideo i wszystko, co wokół nich wyrosło – pierwsze wypożyczalnie, otwierane w obskurnych garażach, sprzedawcy oferujący filmy na ulicznych stoiskach.

Wspominamy zapachy lizolu i ówczesnych sklepów, pamiętamy telewizyjne relacje z egzekucji Nicolae Ceaucescu, zapamiętaliśmy ówczesnych polityków oraz slogany, obiecujące lepszą przyszłość. We wspomnieniach wracają również toksyczne, zapachowe mazaki, stanowiące jeden z pierwszych symboli zachodniego świata, który zaczął docierać do Polski oraz żelki-miśki, których nie kupowało się już w Pewexach, tylko w sklepach spożywczych. Pamiętamy też ostatnie chwile gwiazd estrady, te wszystkie recitale i benefisy, które tkwiły korzeniami w poprzedniej epoce, piosenkarki w powłóczystych strojach, oświetlone teatralnymi reflektorami, śpiewające dramatyczne piosenki, w stylu, którego czas się właśnie definitywnie kończył.

Spodziewałaś się, że twoje spojrzenie na czasy transformacji przez perspektywę zapomnianych przedmiotów, gwiazd i miejsc, zdobędzie taką popularność i sprawi, że twoja książka stanie się bestsellerem? Przede wszystkim nie spodziewałam się takiej popularności mojej strony internetowej. Z początku traktowałam ją jako coś w rodzaju osobistego notatnika, do którego wrzucałam różne kurioza z tamtych czasów. Później przeniosłam się z Tumblra na Facebooka, który umożliwiał lepszą interakcję z odbiorcami – ludzie mogli pisać komentarze i dorzucać coś od siebie.

Wszystko dość szybko rozrosło się do sporych rozmiarów, odkryłam też, że Duchologia ma niezwykle zróżnicowaną grupę fanów: emerytów, studentów, ludzi w najróżniejszym wieku. Okazało się, że nostalgia za czasem gwałtownych przemian nie jest tylko specyfiką 30-, 40-latków.

Ludzie przychodzą z najróżniejszych powodów: niektórzy szukają rzeczy wyglądających jak z „Krainy Grzybów”, inni na przykład szukają zapomnianych modeli samochodów lub starych zdjęć miejsc, w których aktualnie żyją. Dzięki tym ostatnim zaprzyjaźniłam się z profilem miasta Sieradz, w którym nigdy nie byłam, ale już wiem, że je lubię.

Dostaję też przedziwne pytania, jak na przykład „Droga Duchologio, jak nazywał się telewizyjny program o dinozaurach, emitowany w takich a takich latach”. Staram się na nie odpowiadać w miarę możliwości, często też korzystam z wiedzy zbiorowej, publikując te pytania na stronie i licząc na to, że ktoś sobie przypomni odpowiedź. Bardzo się z tego cieszę, że powstała taka silna społeczność, dostaję też najróżniejsze pamiątkowe zdjęcia, gazety, wszystko to jest bardzo miłe i przyjemne. A książka jest dopełnieniem tych wszystkich działań, próbą dotarcia z tym materiałem do szerszego grona odbiorców.

A jak twoim zdaniem będzie wyglądała duchologia lat 00, kolejnego okresu wielkich przemian w Polsce? Wydaje mi się, że trzeba będzie zacząć od archeologii wczesnego internetu. Od przyjrzenia się takim zjawiskom, jak wysyp prywatnych, autorskich stron internetowych, fora, listy dyskusyjne i pierwsze regularne blogi, które zaczynaliśmy wtedy prowadzić. To w tych miejscach znajdziemy najwięcej historii, danych z tego okresu.

Ciekawa może być też archeologia mediów, to, jak zmieniał się w tym okresie obraz Polaka. Jak seriale, które wcześniej po prostu obrazowały rzeczywistość, takie jak na przykład „W labiryncie”, gdzie przewijały się tematy takie jak aborcja, machlojki w pracy, picie wódki przy każdej możliwej okazji, ustąpiły miejsca produkcjom, które miały pobudzić nowe aspiracje w odbiorach – „Klanom” czy „Złotopolskim”, przedstawiającym wyimaginowany świat klasy średniej, do której ideałów powinniśmy byli dążyć...

Możemy się spodziewać kolejnej duchologicznej książki? Coś tam już planuję i myślę. Wkrótce się okaże.

tekst: Marceli Szpak | zdjęcie: Darren Durham
ultramaryna, lipiec/sierpień 2016




WAKACJE Z DUCHAMI

Zainspirowani wywiadem z Olgą Drendą i profilem Duchologia postanowiliśmy poszerzyć z Waszą pomocą „Duchologiczny przewodnik po Katowicach”.

Do 15 sierpnia (do północy) na adres konkurs@ultramaryna.pl nadsyłajcie swoje duchologiczne zdjęcia Katowic i okolic. Mogą to być fotografie świeżo zrobione i te wygrzebane w domowych archiwach, prosimy tylko o podpisanie lokalizacji. Limit zdjęć od jednego autora: 5. Nadesłane prace będziemy publikować w albumie na naszym profilu facebookowym.

Przesłane obrazki oceni jury złożone z Olgi Drendy i redakcji Ultry. Zrobimy to w dwóch turach – najpierw wyłonimy najlepsze zdjęcie przesłane do 31 lipca (do północy), potem wybierzemy jedno ze wszystkich zdjęć, które dotrą do nas od teraz do 15 sierpnia.

Nagrodami w konkursie są karnety na katowickie festiwale: Off Festival i Tauron Nowa Muzyka oraz książki „Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji” (Wyd. Karakter).

Nagrody przyznamy odpowiednio: dla autora najlepszego zdjęcia w pierwszym etapie – jednoosobowy karnet na Off Festival + „Duchologia polska”, w drugim – jednoosobowy karnet na TNM + „Duchologia polska”. Prace zwycięzcy pierwszego etapu nie będą brały udziału w drugim.

Zwycięzcy zostaną powiadomieni o wygranej mailem w terminie 5 dni roboczych od zakończenia konkursu.

Biorąc udział w konkursie zgadzasz się na przetwarzanie swoich danych osobowych przez Ultramarynę w celu przeprowadzenia konkursu, w szczególności przyznania i wydania nagród. Twoje dane osobowe będą wykorzystywane zgodnie z odpowiednimi regulacjami prawnymi, w szczególności na zasadach określonych w ustawie z 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych.

Przekazanie prac do udziału w konkursie traktowane jest jako równoczesne oświadczenie, że dzieło nie narusza praw osób trzecich, w szczególności nie narusza ich majątkowych i osobistych praw autorskich.










KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet