Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | SOKKA: Z ducha jesteśmy wynalazcami
czwartek 27.04.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
SOKKA: Z ducha jesteśmy wynalazcami

Kasia i Wojtek. Siostra i brat. Sokołowscy, w wolnym tłumaczeniu Sokka, z adresem zameldowania w Gliwicach i małym biurem w... Dżakarcie. Wóz strażacki, ratrak, ławki solarne Lightbench, konsola do robota endoskopowego Stiff Flop czy prototyp polskiego czołgu PL01-Concept. Na ich stronie widnieje skromne „We do the stuff”, ale zdaje się, że nie ma projektu z dziedziny specjalistycznego wzornictwa przemysłowego, którego nie byliby w stanie opracować. Kręci ich wymyślanie, w pracy nigdy się nie nudzą, bo wyzwania, które podejmują, znajdują się czasem na zupełnie przeciwległych biegunach.

Kasia chciała zmieniać świat, studiowała wzornictwo w Katowicach, Mediolanie i Bratysławie. Jej dyplom – obudowa robota kardiochirurgicznego Robin Heart, został uznany za najlepszy na roku. Na jej projektowym koncie znalazły się nagrody: Hettich Design Award, Opus Design i Henkel Experimental Design. Wojtek przeniósł auta ze szkolnych zeszytów w trzeci wymiar, ukończył Istituto Europeo di Design w Turynie, był również współwłaścicielem firmy Spada Vetture Sport, produkującej sportowe auta. W zeszłym roku razem znaleźli się w wąskim gronie młodych, zdolnych „Polaków z werwą”, otrzymując nagrodę w kategorii „Design i architektura”.

Ultramaryna: Dlaczego projektujecie?

Kasia Sokołowska:
Z naturalnej pasji. Wojtek od przedszkola i potem w podstawówce rysował auta, za co dostawał uwagi. A ja chciałam coś zmieniać i wydawało mi się, że jak pójdę na wzornictwo na ASP, to będę mogła tworzyć nowe rzeczy. W Polsce była mała świadomość takiego zawodu, projektowanie było czymś egzotycznym. Myślę, że z ducha jesteśmy wynalazcami. U podstawy leży chyba chęć wymyślania czegoś nowego.

Wojtek Sokołowski: Na początku jest pomysł, ale jak już go zrealizujesz, pojawia się głód i wchodzisz w ten nurt. Widzisz, że możesz robić coraz bardziej ambitne rzeczy, a jeśli udaje ci się je zrealizować, to jest dla ciebie motor. Może to wynika też trochę z dzieciństwa w komunizmie. Nic nie było i trzeba było zabawki zrobić samemu z dostępnych materiałów.

Kasia: U nas w rodzinie to trochę krążyło. Nasz dziadek był artystą w wojsku – projektował medale i pamiątkowe talerze z odrzutowcami. Mama chciała studiować na ASP i projektować ubrania, ale pochodziła z robotniczej rodziny. Dyrektor wezwał naszą babcię na rozmowę i zapytał: czy pani wie, że córka będzie malować gołe baby? Babcia się nie zgodziła, to było nie do przejścia.

Wojtek: Mama szyła i projektowała dla małych butików. Wprowadzała modę w komunizmie.

Kasia: Pasje naszych rodziców się rozmyły, a my mogliśmy je zrealizować.

To brzmi trochę jak spełnienie marzeń.

Kasia:
To jest spełnienie marzeń, tylko jak się ich dosięga, to nie zauważa się, że to się dzieje. Robimy duże projekty, to wymaga od nas sporo pracy i poświęceń. Jak już w końcu coś jest gotowe, to czasem nie dostrzegamy tego, że to jest coś, co zawsze chcieliśmy robić.

Wojtek: Życie. Fajnie, że możemy robić coś, co kiedyś było sferą marzeń. Stawiamy sobie następne cele, mamy nowe marzenia. Patrząc na naszą drogę wiem, że je osiągniemy. To jest kwestia pracy i konsekwencji.

Jak doszło do waszej współpracy?

Wojtek:
W liceum chodziliśmy swoimi drogami. Kasia nie przyznawała się do młodszego, głupiego brata, to był obciach. Tak naprawdę zaczęliśmy rozmawiać jak wyjechaliśmy na studia za granicę.

Kasia: Wojtek wyjechał do Turynu, a ja do Mediolanu. Zaczęliśmy pisać maile, rozmawiać i tak się polubiliśmy, że mogliśmy siedzieć na włączonych słuchawkach na Skypie, nawet ze sobą nie rozmawiając. Wojtek przez jakiś czas był wspólnikiem we włoskiej firmie, która projektowała auta.

Wojtek: W 2009 roku odszedłem, a w 2007 Kasia założyła Sokkę.

Kasia: W 2010 roku stwierdziliśmy, że będziemy razem pracować i od tej pory jest coraz fajniej. Dużą rolę odegrali Marian Oslislo i Marek Zieliński. Dzięki nim mieliśmy okazję przygotować wiele artystycznych projektów, to one pomogły nam wystartować. Marian Oslislo poznał nas z firmą PRO, z którą w tym roku dostaliśmy dwie If Design Awards (za laser X-Liner 4V1H i miarę Milestones – przyp. red.).

Jak sprawdza się relacja siostra–brat w pracy?

Kasia:
Super. Bardzo się lubimy, dużo ze sobą rozmawiamy i układamy niekończące się strategie rozwoju. Jak Wojtek ma gorszy dzień, to ja mam lepszy, podtrzymuję go na duchu i na odwrót.

Wojtek: Ta praca wymaga wielu poświęceń. Gdyby to nie była nasza pasja, to nie dałoby się tego zrobić. Jak się to lubi, to staje się ona częścią życia. Jesteśmy szczęściarzami, bo robimy coś, co nas kręci. Mamy dalekosiężne, ambitne plany, żeby być najlepszą firmą na świecie, jeżeli chodzi o specjalistyczne projektowanie i idziemy w tym kierunku. Mamy partnerów zagranicznych, działalność dynamicznie się rozwija. Następnym krokiem jest centrum projektowe w naszym regionie. Chcemy przyciągać prestiżowe firmy z całego świata i tworzyć możliwości dla ludzi, którzy w obecnej sytuacji nie mają szans pracować przy takich projektach.

No właśnie, dlaczego zostaliście w Gliwicach? Moglibyście pracować w każdym miejscu na świecie.

Wojtek:
Przeszliśmy tę drogę.

Kasia: W naszym zawodzie można pracować gdziekolwiek i mieć klientów na całym świecie.

Wojtek: Tak, ale nasz polski grunt nie jest żyzny, to beton.

Kasia: Mamy małe oddziały w kilku krajach, otworzyliśmy niedawno jednoosobowe biuro w Dżakarcie. Chcemy otworzyć kolejne w Nowym Jorku, cały czas pracujemy z firmami z Europy, ze Stanów, więc ta działalność jest międzynarodowa. Ale na pewno są miejsca, gdzie można by szybciej się rozwinąć.

Wojtek: Ale tutaj się wychowaliśmy, tu jest nasza rodzina. Możemy nie widzieć się z rodzicami kilka tygodni, ale jak tylko mamy ochotę to w 15 minut możemy się spotkać. Z uwagi na to, że wcześnie wyprowadziliśmy się z domu, zaczęliśmy pracować w młodym wieku, postanowiliśmy, że wrócimy i tutaj będziemy coś budować. Nie czuję się niewolnikiem miejsca. Jeśli okaże się, że gdzie indziej będą lepsze warunki, nie będziemy się długo zastanawiać.

Kasia: Nie jesteśmy stuprocentowymi Ślązakami – jedynie nasza mama pochodzi ze Śląska, ale ja czuję się Ślązaczką. Utożsamiam się z tą filozofią pracy, przemysłu, który zawsze się tutaj intensywnie rozwijał do tego stopnia, że teraz jesteśmy metropolią. Mieszka tu kilka milionów ludzi, jesteśmy jednym z bogatszych regionów w kraju. Zawsze była tutaj kultura pracy i mnie się to podoba, chwalę się tym jak rozmawiam z ludźmi z zagranicy.

Co jest dla was najważniejsze w pracy projektanta?

Wojtek:
Pasja, poświęcenie, talent i cierpliwość.

Kasia: Wiara we własne siły i możliwości. W naszej pracy nagroda w postaci gotowego projektu jest bardzo odwleczona w czasie. Projekty trwają czasem miesiące czy lata. Zawsze trzeba wyraźnie widzieć cel, do którego się dąży, żeby po drodze nie stracić motywacji.

Wojtek: To uczy tego, że nie dostajesz wszystkiego od razu. Żeby coś osiągnąć, musisz włożyć w to dużo wysiłku i pracy. Wtedy może coś z tego będzie. Może. Trzeba przejść wszystkie fazy, wzloty i upadki, cofać się i zmieniać. Czasem to jest jazda bez trzymanki – kilka projektów równocześnie, trzeba przeskakiwać z tematu na temat. To sport dla osób z silnymi nerwami.

Kasia: Iron Man.

Wojtek: To jest triathlon, trzeba umieć dobrze rozłożyć siły w czasie. W obrębie jednej firmy, pracy, pasji w ogóle się nie nudzimy. Wymyślamy sobie to, co chcemy robić, idziemy tam, gdzie chcemy. Cały czas jest ciekawie, stworzyliśmy inspirujące miejsce. Napędza nas wartka akcja, to nasze paliwo. Czasem jest ciężko, ale podoba mi się, że nie wiemy w co włożyć ręce, za co się zabrać. Każdy projekt to wyzwanie.

W jednym z wywiadów Wojtek stwierdził, że praca nad projektem przypomina trochę walkę. Od czego zaczynacie, jak to wygląda w waszym zespole?

Wojtek:
Improwizujemy. Każdy projekt to osobne zagadnienia, problemy do rozwiązania.

Kasia: One z jednej strony są różne, z innej nie. To zawsze wzornictwo przemysłowe, masowa produkcja urządzeń lub pojazdów. Za każdym razem trzeba jednak coś wymyślić – gdyby nasi klienci wiedzieli, co to ma być, sami by to zaprojektowali. Ważna jest wyobraźnia, trzeba wyobrazić sobie coś, czego nie ma. Łącząc informacje z naszymi doświadczeniami, wyobraźnią i wiarą, że to się na końcu zmaterializuje – te projekty wychodzą. Trzeba wierzyć, że to jest możliwe!

Młodzi projektanci często nie potrafią z dystansem podejść do własnej pracy. Nasze pomysły nie są święte – trzeba bardzo krytycznie na nie patrzeć. Trudność polega na tym, że te rzeczy muszą funkcjonować, trzeba połączyć swój pomysł z technologią.

W ile osób pracujecie?

Kasia:
W 10 osób razem z nami, w tym trzech stażystów z Akademii Sztuk Pięknych. Coraz więcej osób chce spróbować z nami pracować. Nie wszyscy wytrzymują (uśmiech). Jako biuro projektowe dokształcamy młodych projektantów, ponieważ zajęcia na uczelni nie zawsze mają związek z potrzebami rynku. Oprócz wiedzy i wyobraźni trzeba znać programy, umieć pracować w zespole, pod presją i ponad własne siły. Chcemy tę część naszej działalności rozwijać, żeby tworzyć kadry profesjonalnych projektantów.

Wojtek: W naszej pracy podstawą jest dobry zespół, bo realizujemy projekt od A do Z. Trzeba pomóc klientowi, on musi czuć, że ma od nas wsparcie na każdym etapie.

Był projekt, którego nie chcieliście się podjąć?

Wojtek:
Dużo było takich projektów. Musimy patrzeć na to, czy jesteśmy w stanie zrealizować wymagania klienta w budżecie.

Kasia: Odmówiliśmy jednej firmie, ponieważ była konkurentem naszego klienta, staramy się być fair. Odrzuciliśmy też pracę dla dużej sieci fast foodów, nie interesują nas propozycje związane z reklamą. Grafiką zajmujemy się tylko, jeśli towarzyszy ona projektowi. Żeby projekt ożył, musi być spełnionych wiele warunków.

Wojtek: Musi być flow.

Kasia: Przepływ wiedzy i pieniądza.

Wojtek: Emocjonalny związek.

Kasia: Jeżeli coś szwankuje, to projekty nie mają szans się zmaterializować. Warto powiedzieć też o kwestii finansowej pracy projektanta. Często ludzie nie cenią wartości intelektualnej. Jeżeli ktoś poważnie podchodzi do jakiegoś pomysłu, chce go zrealizować, to zakłada jakiś budżet. Uczymy się oceniać możliwości naszego klienta i mierzyć jego siły na zamiary. Czasem ktoś nie zdaje sobie sprawy z jakim nakładem pracy i finansów wiąże się dana realizacja.

Wojtek: Czasem jest też tak, że wyprowadzamy klientów z błędu. Oni myślą, że coś jest trudne, a my udowadniamy, że tak nie jest.

Kasia: W związku z tym, że projekty zajmują dużo czasu, każdy z nich to nasze dziecko i część życia, więc z biegiem lat coraz uważniej selekcjonujemy to, czym się zajmujemy.

Teraz mały powrót do przeszłości, czyli nasza świeża_crew, której byłaś bohaterką 10 lat temu. Co zmieniło się od tego czasu?

Kasia:
Dokładnie 10 lat po tym jak współpracowałam z Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii przy moim dyplomie, pod koniec zeszłego roku znowu spotkaliśmy się przy budowie konsoli do robota endoskopowego Stiff Flop. Jak patrzę z perspektywy, ważne jest, by robić rzeczy, które mają wartość dla nas i dla innych.

Przeczytałam, że jak zakładałaś firmę, to nie było w ogóle możliwości, by zarejestrować ją jako biuro projektowe. Musiałaś wybrać agencję reklamową.

Kasia:
W Polskiej Klasyfikacji Działalności nie było projektowania specjalistycznego, pojawiło się krótko po tym jak założyłam firmę. Cieszę się, że nie jesteśmy wrzuceni do jednego worka z reklamą. Możemy brać udział w rewolucji przemysłowej na innym poziomie, w kierunku tworzenia nowych technologii.

Ludzie mają coraz większą świadomość wzornictwa przemysłowego w Polsce, bo przecież na świecie od 100 lat święci triumfy i jest istotnym elementem gospodarki. Pojawiły się dofinansowania na prace badawczo-rozwojowe w zakresie nowych produktów i technologii. W końcu ktoś zauważył, że dzięki budowaniu potencjału intelektualnego można poprawić sytuację gospodarczą. Chciałabym, żeby Polacy nie byli traktowani tylko jako siła robocza, ale żeby powstawały tu fajne pomysły.

Co zmieniło się w polskim designie na przestrzeni lat?

Kasia:
Polski design trzeba podzielić na kilka kategorii. Na pewno istotny jest przemysł meblarski, przed wojną wzornictwo przemysłowe w zakresie projektowania wnętrz czy mebli było rozpoznawalne na świecie. Teraz też trwa boom, Polska jest jednym z największych producentów mebli w Europie.

Natomiast nowe technologie i projektowanie produktów do użytku masowego jeszcze raczkują, w Polsce profesjonalnie zajmuje się tym kilka firm. My jesteśmy w kategorii ściśle powiązanej z przemysłem. Na pewno wzornictwo odgrywa coraz większą rolę. Ważna jest świadomość tego, skąd biorą się przedmioty, kto je projektuje i kto na tym zarabia. Polacy mają potencjał.

Wojtek: Projektując, myślimy o tym, żeby te rzeczy miały jak najmniejszy negatywny wpływ na środowisko. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, my jako projektanci nie podchodzimy do tego tak bezkrytycznie. Patrzymy też na drugą stronę medalu. Staramy się bardziej zrównoważenie podchodzić do życia, do wykorzystywania produktów. Chcielibyśmy, żeby ta świadomość w Polsce rosła.

Jak to działa w ciągu roku? Pracujecie nad kilkoma projektami równocześnie.

Kasia:
Dzielimy się na mniejsze zespoły, po kilka osób. Mamy doświadczenie, więc wiemy jak rozłożyć pracę. Czasem jednak kończy się totalną katastrofą, wszyscy siedzą do nocy i robią coś na ostatnią chwilę (uśmiech).

Wojtek: Wypracowaliśmy wyższą formę organizacji w projektowaniu – trzeba połączyć biurokrację, spotkania i terminy. Kiedy kończy się kreatywność, włącza się profesjonalizm. Jeśli chodzi o projektowanie produktu, można to zrobić na wiele sposobów dobrze i na wiele sposób źle. My staramy się być po tej dobrej stronie mocy, ale organizacyjnie z uwagi na to, że proces jest wielopoziomowy, wszystko jest rozrzucone i trzeba umieć to połączyć.

Kasia: To też jest fajne, bo jak skupiasz się tylko na jednej rzeczy, tracisz punkt odniesienia.

Wojtek: Można się oderwać. To jest pewien sposób życia, jest akcja i adrenalina. Jak stres i intensywność towarzyszą ci na co dzień, stają się normalnością.

Jak działają na was nagrody? Motywują was do pracy czy są tylko miłym dodatkiem?

Kasia:
Zazwyczaj pojawiają się z opóźnionym zapłonem.

Wojtek: To motywuje i pomaga. Fajnie, że nasza praca jest dostrzeżona i nagradzana.

Kasia: Nagroda jest wyrazem szacunku do naszej pracy, cieszymy się, ale ekstazy nie ma. To nie jest cel naszej pracy. W przypadku ostatnich If Awards to jest też nagroda dla producenta, który miał istotny udział w tym, że to się udało. Oni musieli zadecydować, że chcą wprowadzić nowy produkt, zainwestować w proces produkcji, więc jest to nagroda za połączony wysiłek.

Wojtek: One cieszą, są też potwierdzeniem jakości tego, co się robi.

Kasia: Są bardziej dla innych niż dla nas, podnoszą naszą wiarygodność, pokazują, że potrafimy coś zrobić. My jesteśmy trochę magikami. To nie jest tak, że idziesz do sklepu i bierzesz produkt z półki. Przychodzi do nas klient, a my musimy sprawić, że on uwierzy, że zrobimy to, czego potrzebuje, mimo że nikt nie wie jeszcze, jak ma to wyglądać. Tak naprawdę musimy sprzedać coś, co jeszcze nie istnieje.

Jakie jest wasze ulubione miejsce w regionie? Gdzie czujecie się dobrze, lubicie spędzać wolny czas?

Wojtek:
Lubię lasy, Palmiarnia w Gliwicach bardzo mi się podoba. Są tutaj super miejsca, dlatego tutaj jesteśmy. Jako firma mamy wpływ na środowisko naszej działalności i na życie osób, które tworzą nasz zespół. Fajne jest wspólne tworzenie tego miejsca lepszym.

Kasia: W Gliwicach lubię chodzić do zmodernizowanych przez Medusę loftów. W Katowicach to na pewno NOSPR. Najbardziej cenię jednak kontakt z przyrodą, lubię wyjść, totalnie się odciąć i wyciszyć. Mamy to szczęście, że Gliwice znajdują się na samym końcu aglomeracji, za nami są tylko lasy, gdzie można uciec.





tekst: Magdalena Sarapata | zdjęcia: Radosław Kaźmierczak, archiwum Sokka
ultramaryna, maj 2016


>>> sokka.com









KOMENTARZE:

2016-05-08 21:52
Lasery liniowe - są także zwane laserami krzyżowymi czy poziomicami laserowymi. Pod wszystkimi tymi nazwami kryją się te same narzędzia - instrumenty pomiarowe, które emitują dwie lub więcej linie laserowe. Lasery liniowe są przeważnie ustawione do siebie pod kątem prostym, tak więc padające na ścianę linie tworzą krzyże z ramionami przecinającymi się pod kątem 90 stopni.
Janusz

2016-05-08 16:29
co to jest laser krzyżowy? co się tym robi? gratuluje , ja zamawiam sterowiec
Michał


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone