Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | KUBA SOJKA: Dusza, fizyka i elektronika
czwartek 19.10.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
KUBA SOJKA: Dusza, fizyka i elektronika

Kuba Sojka to jedno z najmocniejszych nazwisk polskiej sceny klubowej. Od lat plasuje się w czołówce rankingu magazynu Muno.pl w kategorii Producent Roku (2013 – 2. miejsce, 2014 – 4. miejsce). Piszą o nim, że jest „klasą samą w sobie”.

Jego silna pozycja na rynku podyktowana jest faktem, że Kuba nie ogląda się na mody, ale konsekwentnie rozwija własne brzmienie. Na styku techno, różnych odmian house, zahaczając o klubowe wariacje na temat jazzu. Często improwizuje, na co pozwala mu wyjątkowa muzykalność i wyczucie rytmu.

Talent Kuby jest podbudowany współpracą z wieloma zagranicznymi wytwórniami, m.in. legendami techno z Detroit: Matrix Records, Minimalsoul Recording, Souliner czy chicagowskim Mathematics. Na koncie ma album długogrający „Mysterious Intrique” (2011) i kilka EP-ek.

Pod koniec września nakładem wytwórni DMK, która jest sublabelem londyńskiego Dogmatyk, ukazała się jego najnowsza płyta „Multiple Faces”. Aktualnie Kuba mieszka w Mysłowicach, a w Katowicach prowadzi szkołę produkcji muzycznej Sekwencja.

Ultramaryna: Pamiętasz, jak postrzegałeś scenę klubową na Śląsku 12 lat temu – w momencie, kiedy zaczynałeś przygodę z muzyką?

Kuba Sojka:
Trudno mi jakkolwiek sobie wyobrazić scenę klubową. Kiedy miałem te 15-16-17 lat i w pełni zainteresowałem się produkcją muzyczną, to tak naprawdę nie miałem styczności z tym światem, nie chodziłem na koncerty, imprezy. Poznawałem muzykę od strony technicznej: synteza dźwięku, sampling – to mnie bardziej interesowało.

Do muzyki elektronicznej dotarłem dzięki poszukiwaniom na własną rękę, bez kontaktu ze sceną klubową. Trafiłem wtedy na formację Underground Resistance, której założycielem był Jeff Mills i całą scenę Detroit techno czy na takich klasyków, jak Moritz von Oswald z Berlina.

To były czasy bez tak łatwego dostępu do internetu jak dziś. Muzyką wymieniano się wtedy za pomocą programu Soulseek. Można powiedzieć, że byłem geekiem i nerdem, jeśli chodzi o podejście, i tworzyłem muzykę sam dla siebie.

Na początku tworzyłeś muzykę ambient... Pod szyldem Psi-Acoustic zacząłem tworzyć muzykę ambientową, eksperymentalną, IDM, wszelkie odmiany wolnego dub techno. Dźwięki, które nie nadają się na parkiet. Na początku chciałem się sprawdzić w tej muzyce. Jaki jest odbiór ludzi, słuchaczy.

A propos słuchaczy, pamiętasz swój pierwszy występ na żywo? Od razu trzeba wyjaśnić ważną rzecz – ty nie grasz setów didżejskich tylko live acty. Tak, jest to ważne, bo ja w ogóle nie gram z płyt – ani z winylowych, ani z tych wirtualnych. Ale jestem zwolennikiem winyli, które zbieram sam dla siebie.

Jeśli chodzi o mój pierwszy koncert, to występowałem już pod swoim imieniem i nazwiskiem, a nie jako Psi-Acoustic, który był pomyślany od początku jako projekt domowy. Pierwszy występ live odbył się zaraz po ukazaniu się mojego pierwszego singla w Matrix Records w Stanach w 2009 roku. Byłem zaproszony do Sfinksa w Trójmieście, potem do Inqbatora w Katowicach i zaczęło się kręcić...

Działa więc zasada, że jak ktoś wydaje i jest doceniony zagranicą, to zostaje dostrzeżony w naszym kraju. Wróćmy tymczasem do Psi-Acoustic... Jest to nawiązanie do psychoakustyki. Kiedyś dużo czytałem na ten temat, trochę się inspirowałem tym, jak oddziałuje muzyka na duszę, a nawet szerzej na ludzką psychikę. Technikę brzmienia mam ciągle taką samą – posługuję się i syntezą, i dźwiękami samplowanymi – jest to jeden wielki misz masz. Lubię technologię analogową, ale nie bronię się przed cyfrową i najlepsze dla mnie jest połączenie obu tych światów.

Jesteś samoukiem? W kwestii produkcji muzycznej (programy, sprzęty) tak. Ale jeśli chodzi o muzykę w pojęciach harmonia, rytmika itd., to mam skończoną szkołę muzyczną.

Jesteś też producentem-muzykiem, bo grasz na trąbce. Co się dzieje teraz z trąbką? Na razie leży sobie w futerale. Odpoczywa tymczasowo (śmiech). Ostatnio wykorzystywałem ją do albumu „Mysterious Intrique” i od tego czasu nie miałem potrzeby, żeby do niej wrócić, ale kto wie...

Wróćmy do 2009 roku. Wydałeś „Message From Earth” i zaczynasz poznawać śląską scenę klubową. Jak to wtedy wyglądało? Na początku byłem żółtodziobem i nie wiedziałem, co z czym i tak dalej. Skupiałem się na swojej robocie. Byłem człowiekiem znikąd. Byłem totalnie świeży, ale działałem ogólnokrajowo i chciałem skupić się także na graniu zagranicą. Stopniowo, licząc od 2009 roku, miałem tutaj coraz więcej kontaktów i znajomości. Wydaje mi się, że udało się zrzeszyć obok mnie grupę ludzi, którzy chcą robić muzykę. Nie DJ-ów, ale producentów, którzy chcą robić muzykę i się ode mnie uczyć.

Ile zagrałeś dotychczas live actów? Który z nich wspominasz najlepiej? Zagrałem ponad 150 koncertów. Trudno wybrać ten jeden. W pamięci zapadł mi festiwal Nagle Nad Morzem – organizowany nad polskim morzem przez berlińskich artystów. Inna warta wspomnienia sytuacja to festiwal w Görlitz, gdzie grałem w przyczepie kempingowej, która wyglądała jak budka z hamburgerami. Spełniło się jedno z moich marzeń: zagrałem w klubie Berghain w Berlinie, w górnej sali – w Panoramie. A wiadomo, że to miejsce to legenda kultury techno.

Czyli możesz powiedzieć, że twoje koncertowe marzenie się spełniło? Mam wiele celów i marzeń, więc właściwie nigdy mi się one nie kończą. Fajnie byłoby zagrać na festiwalu DEMF w Detroit albo z innym artystą, takim jak Derrick May czy Jeff Mills, wspólnie na scenie.

Czy potrafisz utrzymać się tylko z muzyki? Poza graniem, nagrywaniem płyt i występami prowadzę również warsztaty muzyczne, więc mogę powiedzieć, że potrafię utrzymać się tylko z tego.

Co byś poradził komuś, kto chciałby utrzymywać się tylko z produkcji muzyki? Na pewno trzeba mieć duży upór i sporo cierpliwości – zarówno do produkowania muzyki, jak i w poszukiwaniach właściwej wytwórni.

Jak ci się udało to, że wydajesz w amerykańskich labelach? Bodajże w 2007 roku, przed popularnością Facebooka, na prężnie działającym Myspace ludzie komentowali moje kompozycje, które umieściłem jako Psi-Acoustic. Więc pod swoim nazwiskiem zacząłem pokazywać rzeczy bardziej house techno. Szukając różnych wytwórni, trafiłem na Matrix Records i postanowiłem się do nich odezwać. Miałem szczęście, bo wstrzeliłem się w dobry moment wydawania tego labelu. Odpisał właściciel Matrixa, Sean, dając mi parę uwag technicznych. Przeczytałem szybko „Podstawy nagłośnienia i realizacji nagrań” Sztekmilera. Co zabawne, wcześniej nie cierpiałem fizyki. Ale że było to związane z muzyką, ta wiedza łatwo mi się przyswoiła. Zacząłem dostosowywać ją do moich produkcji.

Matrix Records jest jedną z paru wytwórni, w których wydajesz. Czy produkując nagrania masz już na myśli konkretny label? Współpracuję z wieloma wytwórniami, ponieważ chcę sprawdzić jak mi się pracuje z różnymi ludźmi. Testuję wiele modeli współpracy wydawniczej. Na dzień dzisiejszy wydaję w takich wytwórniach jak Matrix, Mathematics, Souliner, DMK, Minimalsoul i Stay Underground It Pays.

Jak ci się udaje wybrać właściwego wydawcę do określonego materiału? Produkuję wiele rzeczy, które lądują na dysku. Po jakimś czasie sprawdzam, jaka wytwórnia byłaby zainteresowana. I w tym momencie decyduję.

Jak wygląda u ciebie proces twórczy? Kiedy wiesz, że dana kompozycja ma już ostateczny kształt? Na początku myślałem, że cechuje mnie zbyt radykalny perfekcjonizm. Faktycznie, duże znaczenie miał dla mnie każdy detal, brzmienie produkcji. Teraz, po sześciu latach pracy mogę stwierdzić, że to, co wcześniej wydawało mi się radykalnym perfekcjonizmem, było wyćwiczeniem mojego ucha. W czasie pracy poznałem wiele technik miksowania, obróbki dźwięku i teraz łatwiej mi osiągnąć zamierzony efekt.

Jesteś zwolennikiem technicznego czy emocjonalnego podejścia do produkcji muzycznej? Twoja najnowsza płyta „Multiple Faces” jest zapisem pewnego stanu emocjonalnego czy znalezieniem optymalnego brzmienia? Staram się zawsze zawrzeć jakieś emocje. Nie robić muzyki tylko po to, by była. Dzięki doświadczeniu producenckiemu mogę szybciej te emocje przepisać z głowy na dźwięki. „Multiple Faces” jest swego rodzaju pamiętnikiem, natomiast technicznie jest hołdem dla artystów, którymi się mocno inspirowałem. Tacy ludzie jak Aphex Twin, BFC czyli Carl Craig, wspomniany Derrick May. Chciałem przekazać brzmienie lat 90., bo też jestem fanem tego okresu w elektronice.

Porozmawiajmy o twojej misji edukacyjnej. W 2012 roku w Rondzie Sztuki przeprowadziłeś swoje pierwsze warsztaty z produkcji muzycznej, a dzisiaj współprowadzisz szkołę produkcji muzycznej Sekwencja w Katowicach… Po kilku udanych warsztatach w Katowicach postanowiłem wraz z Bartkiem Sztandarem otworzyć szkołę produkcji muzycznej, gdyż jest w tej dziedzinie duża luka. Sekwencja jest projektem, który zbiera moje i Bartka doświadczenia w nauczaniu produkcji. Zajęcia kierowane są do ludzi, którzy już liznęli produkcji i chcieliby swoją wiedzę i umiejętności polepszyć. Mamy różne moduły szkoleniowe: dla początkujących i dla bardziej zaawansowanych. Jest moduł z komponowania, syntezy dźwięku itp. Zajęcia w Sekwencji są dla każdego, kto chciałby się sprawdzić i zaczerpnąć naszej opinii.

Czy ucząc w Sekwencji też dowiadujesz się czegoś więcej na temat siebie i własnych produkcji? Uczę się na pewno przekazywania wiedzy. Od wielu ludzi słyszałem opinie, że to dobrze, że jako jeden z niewielu rozpoznawalnych producentów zacząłem uczyć innych. Inni producenci albo nie czują potrzeby przekazywania wiedzy, albo mają problemy z jej przekazaniem we w miarę czytelny sposób.

Masz już uczniów, z których jesteś dumny? Jest wiele obiecujących nazwisk, które miałem okazję uczyć. Na pewno są to Daniel Mencel, Marcin Pawlukiewicz (Marte), Adam Dąbrowski (Attache), Łukasz Poleszak (Wudec), i znajdą się jeszcze dwie czy trzy osoby, o których będzie głośno.

Czujesz się lokalnym patriotą? W twoim przypadku mógłbyś pracować w każdym zakątku na ziemi. Bardzo lubię Śląsk. To, co się teraz tutaj dzieje – zmiana architektoniczna i mentalna – bardzo dobrze na mnie wpływa. Biorąc pod uwagę pewne sytuacje wiem, że miałbym większe możliwości jakbym mieszkał w Londynie. Niewykluczone, że za parę lat tam się przeniosę.

tekst: Adrian Chorębała | zdjęcia: Sebastian Martinez/ Mediaforcity, archiwum Kuby Sojki
ultramaryna, październik 2015








teksty
MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>

FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       sisli escort escort bayan esenyurt istanbul escort istanbul escort sex hikayeleri kurtkoy escort kartal escort atesehir escort kurtkoy escort pendik escort maltepe escort tuzla escort tipobet