Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | COOL KIDS OF DEATH: Sprostowania
środa 29.03.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
COOL KIDS OF DEATH: Sprostowania

Cool Kids Of Death to jedna z niewielu polskich kapel, którym aż w takim stopniu udało się zamieszać na naszym rzężącym rynku muzycznym zaraz na początku kariery. Ich skrzypiące, gitarowo-elektroniczne numery, udostępnione zostały do konsumpcji przez sissy records, a jeszcze w tym miesiącu chłopaki zagrają w Mega Clubie.

Na ich stronie można przeczytać, iż są: bezczelni, cyniczni i świadomi tego, co chcą przekazać. Bezkompromisowi, wyjątkowi. Brzmi groźnie. Choć to ledwie dwa zdanka, trudno po nich ocenić, na ile sensacyjnym zjawiskiem stanie się zespół, a wydarzeniem – katowicki koncert. Prezentujemy krótką wymianę zdań z liderem kapeli, może pozwoli Wam ona odpowiedzieć sobie na któreś z tych pytań. Kto wie...

Ultramaryna: Na jednej z tegorocznych imprez nawalone towarzystwo przypadkiem oglądało w TV jakiś numer Placebo z Black Market Music. Na widok wokalisty, siedzącej obok mnie panience wyrwało się: „k... ale pedał”. Parę miesięcy później, podczas kampanii wieńczącej żywot „Machiny” (numer z gejami), w Bytomiu ktoś o mało co nie puścił z dymem billboardu. W kraju spirytusowej fali folku, moda na taką brytyjską androgeniczność jest nowością, do tego obcą kulturowo – nie obawiasz się estetycznej niedojrzałości społeczeństwa w kontekście odbioru was i waszej muzyki?
Krzysiek Ostrowski: Ale u nas nikt raczej nie pozuje na żadne pedalstwo... To po prostu chłopacki zespół. W naszych piosenkach też nie ma jakichś sytuacji niedookreślonych płciowo i mam też nadzieję, że jęczenia i rozczulania się nad sobą też nie ma za dużo. Poza tym, my przecież mamy już w Polsce naszego swojskiego Briana Molko, tylko że trochę wymieszanego z Rammstainem, i jest nim Michał Wiśniewski z Ich Troje. I okazuje się, że społeczeństwo jest jak najbardziej na niego przygotowane, a on zapierdala na scenie w zakrwawionej koszuli nocnej przytulając się do misia i wyjąc w międzyczasie „Tango straconych dusz”...

Jak rozumiesz termin pop-punk? Czy jeżeli jest on dla was jakimś postulatem, chcecie go wcielać w kontekście muzycznym, czy bardziej światopoglądowym? Przede wszystkim to nie my wymyśliliśmy określenie pop-punk, to wymysł dziennikarzy. Ale idąc tym tropem, to chodzi nam o łączenie punkowej zadziorności z popową melodyką. Po prostu rock'n'roll.

Przymierzacie się do roli kapeli awangardowej, należałoby oczekiwać od was form firmowanej nazwą zespołu aktywności pozascenicznej. Czy przewidujecie takie? Jeśli tak – co twoim zdaniem może wstrząsnąć żrącą komercję młodzieżą? Nie wiem na ile my jesteśmy awangardowi. W obecnej sytuacji awangarda nie kojarzy mi się najlepiej i w opozycji do chujowo pojmowanej awangardy my chcemy być jak najbardziej popowi. Upraszczamy nasz przekaz do maksimum zachowując treść. Nie silimy się na jakieś artystowskie formy, piszemy piosenki. Przekaz ma być przejrzysty, melodia ma wpadać w ucho. Eksperymenty formalne i poezje pozostawiamy niewyżytym artystom. My po prostu chcemy powiedzieć o paru sprawach głośno i wyraźnie. Oprócz tego dwóch członków zespołu rysuje komiksy (już widzę jak awangardowi artyści krzywią mordy), a basista pisze artykuły.

Iggy Pop smarował się masłem orzechowym, Jimmy Hendrix zaś – choć biografowie nie wypowiadają się co do tego zgodnie – skonsumował na scenie własny kał. Z naszego podwórka: powietrze w Spodku iluminuje jeszcze nocą po procto-show Skiby. Jakiego rodzaju permormance chcielibyście odstawić? To samo co w poprzedniej odpowiedzi. My po prostu chcemy zagrać koncert. Maksymalnie głośno i żywiołowo jak się da. Bez żadnego zakładania, że zrobimy to i to. Wszystko idzie na żywioł, zero kalkulacji. Nawet kolejność piosenek nie jest do końca ustalona.

Słynny Major, guru pomarańczowej alternatywy, wypłynął ostatnio w mediach przy okazji swej kandydatury na prezydenta Warszawy. W jego programie było coś o krasnoludkach. Swego czasu Jello Biafra z Dead Kennedys uzyskał cztery procent głosów w wyborach na stanowisko burmistrza Los Angeles, clou jego programu było przebranie lokalnych polityków i przedsiębiorców za klaunów. Co wy, aspirujący do czołówki architektów rodzimego undergroundu, zaproponowalibyście wyborcom? Zabawne jest to określenie: architekci polskiego undergroundu, zwłaszcza, że my nigdy o jakieś miejsca w tym undergroundzie nie staraliśmy się. Wręcz przeciwnie, wydaje nam się, że mając pewien przekaz należy starać się wyjść z nim do jak największej ilości osób, być słyszalnym, co oczywiście nie może iść w parze z jakimkolwiek naginaniem się do wymagań szerokiej publiczności. Chyba żadnej publiczności... Trzeba być w 100 procentach szczerym i mówić tylko za siebie, a nie za swoich „wyborców”. Takich politycznych kabaretów to ja w ogóle bardzo nie lubię.

W jakiejś notce internetowej na wasz temat dopatrzyłem się zdania „...autentyczny głos młodego pokolenia...”. Czy moglibyście podzielić się obrazem młodego pokolenia funkcjonującym w waszej świadomości? Ten głos pokolenia to jest łatka dopięta nam przez dziennikarzy. My do bycia głosem pokolenia wcale nie aspirujemy – mówimy tylko za siebie, o tym, czego doświadczyliśmy jak najbardziej bezpośrednio. O naszym pokoleniu nie wiemy dużo, nie czujemy się też częścią jakiegoś pokolenia. Ja osobiście nie mam zamiaru wstydzić się za żadne pokolenie ani też być dumnym. Nie mam zamiaru być rzecznikiem jakiegoś pokolenia, a już zupełnie nie mam ochoty brać za nie odpowiedzialności.

Czy jesteście radykałami w jakiejś dziedzinie? Bardzo radykalnie rysuję komiksy, ciągle ślepo wierząc, że jest to zajebisty sposób na życie. Chociaż rzeczywistość wciąż weryfikuje moje przeświadczenie.

Z wyższej półki: „Ten, kto może wyrazić, jak bardzo płonie, doświadcza jeno słabego żaru” – Petrarca. Prawda czy fałsz? Nie wiem... Widzisz, my w ogóle na takie głębokie wody to się raczej nie rzucamy. Myślę, że każdy z nas ma bardzo silne poczucie własnej prywatności i są emocje, wydarzenia, sytuacje, o których nie mamy zamiaru nikomu mówić, są sprawy, które zostawiamy tylko dla siebie, więc nawet nie ma potrzeby prób ich werbalizowania... W sumie to się z tym zgadzam.

Zakończę sentymentalnie (przynajmniej dla mnie): byliście w jakikolwiek sposób związani – nieważne, mentalnie czy praktycznie – z rodzimą sceną punk? Chyba cię poważnie rozczaruję. W ogóle nie byliśmy związani, oprócz paru rzeczy, które działy się i dzieją u nas w Łodzi. Ale to też raczej obserwując z boku, troszkę po znajomości - a w Łodzi na szczęście dużo się dzieje. Kiedyś było 19 wiosen, jest zespół Jude, teraz powstała zajebista scena punk elektro – Procesor Plus, Lady Elektra...

Ok, życzę zatem szczęścia w życiu i intensywnych doznań podczas koncertów.

Rozmawiał: Marcin Kowalski [Ultramaryna, październik 2002]






teksty
NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone