Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | TOMASZ OSSOLIŃSKI: Talent skrojony na miarę sukcesu
środa 26.07.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
TOMASZ OSSOLIŃSKI: Talent skrojony na miarę sukcesu

Mówi o sobie „skromny krawiec”. Nieskromnie należy jednak przyznać, że w swoim zawodzie osiągnął prawdziwe mistrzostwo. Rzemieślnik czy artysta? Mentor czy wieczny uczeń? Katowiczanin czy warszawiak? Kim jest Tomasz Ossoliński? Tego próbowaliśmy się dowiedzieć od niego samego.

Monika Olejnik: „On jest szalenie dobrym człowiekiem”. Dominika Kulczyk: „Zawojuje świat”. Jerzy Antkowiak: „Zanim ja go zdążyłem namaścić, to Pan Bóg go już namaścił”. Takie opinie na temat Tomasza Ossolińskiego można usłyszeć w zwiastunie wchodzącego właśnie na ekrany kin filmu dokumentalnego „Before The Show”, którego jest głównym bohaterem. Spod płaszczyka skromności wyłania się obraz doskonałego fachowca, pełnego pasji, który pomimo osiągniętego sukcesu nie zamierza spocząć na laurach.

Film stanowi również wyjątkową okazję, by zajrzeć za kulisy tak ogromnego przedsięwzięcia, jakim jest pokaz mody. Kamera sięga daleko poza blichtr, błysk fleszy i tłum celebrytów. Pokazuje zarazem to, co z pozoru wydawać się może nieoczywiste – ogrom ciężkiej pracy włożonej w przygotowania. Gdyby bowiem mierzyć sukces Tomasza Ossolińskiego według wysiłku jaki wykonał, by go osiągnąć, mogłoby nam zabraknąć skali.

W życiorysie projektanta zdumiewa pewna konsekwencja i świadomość, z jaką pokonywał kolejne szczeble kariery. Pasję krawiecką przejął od babci już jako młody chłopiec. Następnie kontynuował naukę w katowickim technikum odzieżowym. Tam właśnie zwrócił na siebie uwagę Jerzego Antkowiaka, legendarnego polskiego projektanta, który wizytował szkołę w związku z konkursem krawieckim. Na tę okazję Tomasz Ossoliński stworzył kolekcję… gorsetów, ponieważ dysponował tylko skrawkami materiałów. Zaraz po odebraniu dyplomu otrzymał natomiast wyjątkową propozycję. Prezes Zakładów Odzieżowych „Bytom” zdecydował się zatrudnić go na stanowisku głównego projektanta.

Dziś Tomasz Ossoliński to nie tylko imię i nazwisko, ale przede wszystkim ceniona marka. Chociaż szyte przez niego garnitury nie posiadają metki z logiem firmy, łatwo je odróżnić od innych produktów. Doskonałe wykonanie, oryginalne wzornictwo oraz zastosowanie tkanin najwyższej jakości to podstawowe kryteria decydujące o wyjątkowości ubrań projektanta. Nic dziwnego, że na brak klientów nie narzeka. Stale ma pełne ręce roboty. W nawale pracy znalazł jednak chwilę, aby udzielić nam odpowiedzi na kilka pytań.

Ultramaryna: Zastanawiam się czy pamięta pan swój pierwszy wywiad dla Ultramaryny?

Tomasz Ossoliński: Tak, pamiętam. Byłem nawet na okładce. Ale nie jestem w stanie przytoczyć szczegółów. Kiedy to było?

W 2002 roku. Dwanaście lat temu!

Był pan wówczas w trakcie przeprowadzki z Katowic do Warszawy. Właśnie niedawno ktoś pytał mnie o to, kiedy wyprowadziłem się z Katowic. Nie potrafiłem tak do końca powiedzieć ile lat minęło od tego wydarzenia. Na szczęście zachowały się źródła pisane, świadczące o mojej przeszłości.

Był pan wtedy na początku nowej drogi życiowej. Dokąd pana poprowadziła? Przede wszystkim osiadłem na stałe w Warszawie. Tutaj pracuję, tutaj mam atelier. Jest to droga niesamowicie kolorowa i intensywna. Przeżyłem bardzo wiele emocji, poznałem nowych ludzi. Wszystko to buduje w jakiś sposób człowieka. Świetna przygoda.

To jednak na Śląsku stawiał pan swoje pierwsze kroki w zawodzie. Tutaj też się pan wychował. Czy często sięga pan pamięcią tego okresu? Mam wielki sentyment do tamtych czasów. Był to dla mnie ważny, o ile nie najważniejszy etap mojej pracy zawodowej. Na Śląsku nabywałem cenne umiejętności krawieckie oraz doświadczenie. To nie jest tak, że wyjechałem do Warszawy i spaliłem za sobą wszystkie mosty. Mam znajomych, którzy nadal mieszkają w Katowicach. Niestety z braku czasu bardzo rzadko odwiedzam swoje rodzinne miasto. Ostatnio zdarza mi się to raz na kwartał.

Czy czuje się pan w jakiś sposób ukształtowany przez śląski etos pracy? To właśnie na Śląsku nauczyłem się na czym polega ciężka praca. Od początku mojej drogi zawodowej miałem świadomość, że bez wysiłku nic nie osiągnę. Dzisiaj projektowanie polega trochę na celebryctwie. Ja jednak nadal uważam, że istotą tego zawodu jest warsztat krawiecki.

Już jako 19-latek objął pan funkcję głównego projektanta w potężnej firmie, jaką były wówczas Zakłady Odzieżowe „Bytom”. Jak do tego doszło? Pomimo młodego wieku moje nazwisko było już wówczas dość znane w regionie. W Zakładach Odzieżowych „Bytom” pojawił się wakat na stanowisku głównego projektanta. Zadzwonił do mnie prezes firmy, zaprosił na rozmowę, no i się udało. Było to szalone przedsięwzięcie, zarówno dla mnie jak i dla moich współpracowników. Jednak ogrom doświadczenia, jakie wówczas zdobyłem, jest nie do przecenienia.

Zaczynał pan swoją pracę w czasach, kiedy moda nie była jeszcze zjawiskiem medialnym. Dziś sytuacja przedstawia się zupełnie przeciwnie. Moda stanowi część show-biznesu. Zadowala pana taki stan rzeczy? Czasy się zmieniają. Podejście do mody również. Kiedy zaczynałem, mój zawód miał więcej wspólnego z funkcją plastyka niż projektanta. Cieszę się, że ta branża się rozwija. Pojawia się coraz więcej ludzi, którzy wiążą swoją przyszłość z modą. Media mają w tym swój wielki udział. Pamiętam czasy, kiedy nie było ani Internetu, ani kolorowych magazynów lifestylowych. Tego pojęcia zresztą jeszcze tak dobrze nie znano, a z pewnością nie kojarzono go z moim zawodem. Dziś, żeby być na bieżąco, trzeba w tym uczestniczyć. Staram się nie zamykać na to, co dzieje się wokół mnie.

Dlatego wziął pan udział w programie „Project Runway”? To była przede wszystkim fajna przygoda. Miałem oczywiście na początku obawy, jak ułoży się moja współpraca z twórcami i uczestnikami programu oraz czy udział w tym przedsięwzięciu ma jakiś sens. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że miesiąc spędzony na planie „Project Runway” był dla mnie bardzo znaczący. Nie zmienia to jednak faktu, że w codziennym życiu nadal szyję garnitury na miarę i w ten sposób realizuję się zawodowo.

W programie miał pan do czynienia z młodymi, debiutującymi projektantami. Występował pan w roli ich mentora. Czego mogli się od pana nauczyć i czy jest coś, czego nauczył się pan od nich? Lubię w nich pewną odwagę i bezczelność. Dzięki tym cechom mają szansę się przebić w dzisiejszych czasach, a może nawet podbić świat. Jako doświadczony krawiec starałem się natomiast służyć im radą w zakresie techniki. Spędziłem z uczestnikami programu wiele czasu w pracowni, co naturalnie zrodziło między nami dużą zażyłość.

A czy na pana ścieżce zawodowej pojawił się taki mentor? W moim życiu nie brakowało takich ludzi. Trudno mi mówić o jednej konkretnej osobie. Pierwszą z nich z pewnością była babcia, która pokazała mi jak obsługiwać maszynę do szycia. Dużo nauczyłem się również od współpracowników z Zakładów Odzieżowych „Bytom”. Uważam, że wszystkie kontakty międzyludzkie wzbogacają człowieka. Jestem bardzo chłonną osobą, więc staram się mieć oczy i uszy szeroko otwarte.

Niedawno miała miejsce premiera filmu dokumentalnego „Before The Show”, którego jest pan głównym bohaterem. Co skłoniło pana do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu? Lubię wyzwania i nowe doświadczenia. Kiedy Judyta Fibiger zadzwoniła do mnie z tym pomysłem, poczułem się zaintrygowany. Szczególnie, że bardzo dobrze oceniam jej poprzedni dokument „Political Dress” opowiadający o historii polskiej mody od czasów powojennych do dnia dzisiejszego. Pomyślałem zatem: dlaczego nie?! Skoro Judyta zauważyła we mnie jakiś potencjał filmowy, zdecydowałem się wpuścić ją do swojego domu i pracowni. Uchyliłem rąbka tajemnicy dotyczącej kulis mojego zawodu. Muszę przyznać, że bardzo dobrze się z tym czułem.

Obecność kamer zupełnie panu nie przeszkadzała? Nie ukrywam, że byłem zestresowany. Praca w świetle kamer nie była dla mnie niczym naturalnym. Film kręciliśmy jeszcze przed nagraniem programu „Project Runway”. Na szczęście operator Tomek Nowak okazał się bardzo dyskretną osobą, prawie niewidzialną. Podobnie jak Judyta, reżyserka. Dlatego też szybko przestałem zwracać uwagę na ich obecność.

Jak wyglądają kulisy pana pracy? Jak powstaje garnitur sygnowany pana nazwiskiem? Pierwszym, podstawowym etapem mojej pracy jest rozmowa z klientem. Podczas niej dowiaduję się, jakie są jego oczekiwania, na jaką okazję potrzebuje ubranie. Następnie wybieramy tkaniny. Przywiązuję do nich ogromną wagę. Wybieram głównie materiały najszlachetniejsze, najlepsze jakościowo. Kolejnym krokiem jest uszycie próbnego garnituru, tak by mieć pewność, że wszystko leży idealnie. W efekcie pozostaje tylko stworzyć model finalny, według wzoru.

Zdarzyło się panu projektować także dla kobiet. Co stanowi większe wyzwanie: ubieranie kobiet czy mężczyzn? To jest kwestią chwilowej potrzeby. Nie lubię zamykać się w określonych ramach. Ostatnio nawet zdarzyło mi się projektować buty dla Gino Rossi. W planach mam kolejne niestandardowe projekty. Jak już wspomniałem, lubię wyzwania. Stanowią dla mnie paliwo napędowe.

W przytoczonym przeze mnie wywiadzie dla Ultramaryny sprzed 12 lat wypowiada pan takie słowa: „Warszawa na pewno nie jest moim życiowym celem, jest jedynie przystankiem. Później mam nadzieję, że będzie to coś jeszcze dalszego…”. Czy ten plan jest nadal aktualny? W pewnym sensie tak. Ja kocham Warszawę. Świetnie się tu czuję. Ale wciąż jestem otwarty na nowe doświadczenia.

tekst: Marta Ochman | zdjęcia: kadry z filmu „Tomasz Ossoliński. Before The Show”, reż. Judyta Fibiger/ Vue Movie Distribution
ultramaryna, lipiec/sierpień 2014












KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>

FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>

DZIECKO + SZTUKA = GŁOWA PEŁNA POMYSŁÓW
Czym jest edukacja kulturalna dla dzieci dzisiaj? Czy musimy polegać tylko na zaangażowanych nauczycielach, by wpro... >>>

MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgďż˝oďż˝ b��d na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeďż˝one      
hacklink wordpress free themes ankara sexs shop hacklink satış elektronik sigara çeşiteleri