Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | INDU-KRAINA czyli za co lubimy ten Śląsk
piątek 26.05.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
INDU-KRAINA czyli za co lubimy ten Śląsk

Z biblii, a konkretnie z Księgi XI wiadomo, że twórcą przemysłu na ziemiach polskich był Przemysł II (1257-1296). Poznaniacy, powołując się na niezbadany do końca udział swojego przodka w sprowadzeniu na ich tereny maszyny do lodów włoskich, uzurpują sobie prawo do miana ojców założycieli przemysłu polskiego. My na te zatopione w odmętach wieków legendy odpowiadamy twardym faktem, czyli relacją Goethego z podróży do Tarnowskich Gór. Na dowód, że podróż odbyła się naprawdę, niech zaświadczy fakt, że Goethe po przekroczeniu granicy śląsko-polskiej poświęcił sporą część wspomnień złej jakości polskich dróg. A jak Goethe i Tarnowskie Góry to maszyna parowa. A od pary już tylko kroczek do szybów, wielkich pieców, kominów, urbanizacji, czyli tego, z czego my wszyscy, czyli industrializacji.

TEZA-ANTYTEZA-SYNTEZA
Gdyby tak pozostać na tym wyższym piętrze abstrakcji w naszych rozważaniach o przemyśle, niechybnie natrafimy na starego dobrego Karola Marksa. Ze zdziwieniem konstatujemy, że ten farbowany lewak stworzył wzór idealnie pasujący do naszych postindustrialnych czasów. Oto bowiem jego historyczna triada „teza-antyteza-synteza” daje odpowiedź na pytanie kluczowe: dlaczego bilety na koncerty w Szybie Wilson sprzedają się tak dobrze? Zaraz, to nie to pytanie. Wielkie pytanie brzmi: dlaczego mimo wszystko są tacy, którzy lubią ten cholerny Śląsk?

Ale po kolei. Teza to przemysł. Para tworzona przez człowieka jest przyczyną wszystkiego co tu wokół nas, a i nas samych. Nie byłoby tu nas, gdyby węgiel i stal nie przyciągnęły naszych dziadków, pradziadków, prapradziadków czy rodziców. Bez kominów mielibyśmy urocze średniowieczne pocztówkowe miasteczko o nazwie Bytom. Wiałoby taką samą nudą jak na uroczym rynku w Paczkowie czy Zamościu.

Antyteza to przemysłowa spuścizna. Zanieczyszczenie, problemy społeczne, demograficzne, infrastrukturalne. To także, a może przede wszystkim nasze ogólne rozczarowanie tym, jak sprawy się potoczyły. Zaniedbane miasta, traktowanie kultury i edukacji jak niepotrzebnej fanaberii, wyhodowanie całych kwartałów społecznie wykluczonych.

Na szczęście wzór działa, więc jest i synteza. Czyli to, co dziś z tym wszystkim staramy się zrobić, by czuć się tu dobrze. Oczywiście od naszego wewnętrznego przekonania, że Górny Śląsk to „fe” i „ble” do zachwytów nad nowym Muzeum Śląskim i prostą linią przedwojennej moderny droga daleka, ale wydaje się oświetlona, prosta i całkiem szeroka – nie jak polskie drogi, o których wspominał mistrz z Weimaru.

No więc mamy te podświetlone szyby kopalniane, galerie i kluby w łaźniach i magazynach, restauracje w wieżach wodnych, performance w lampiarniach. Dobrze? Nie do końca. Proces syntezy dopiero się zaczyna i choćbyśmy nie wiem ile jeszcze cegły w pohutniczych budynkach umyli, ile ścian wspinaczkowych zrobili na wieżach wyciągowych, to i tak się nie zakończy powodzeniem, jeśli sami nie polubimy miejsca, w którym żyjemy. A polubić znaczy też pogodzić się z tym, jakie ono jest, jakie było i uznać za swoje. Skrajnym przejawem antytezy i oporu przed polubieniem Górnego Śląska jest postawa młodej matki: „Nie puszczę Tomcia do tego przedszkola. Jedna z przedszkolanek godo”.

WIELKI PIEC
Spróbujmy zatem proces naszej syntezy z miejscem ułatwić. Oczywiście można zacząć od wysokiego „c”. Przejechać się z Chebzia Pętli przez Kaufhaus do Huty Pokój. Najlepiej tramwajem 9. Mamy tam esencję, acz dla tych, którzy cały czas czekają na secesyjne kamieniczki na katowickim rynku wycieczka może być trudnym doświadczeniem. Wiemy, że nie we wszystkich zachwyt wzbudzi wielki piec Huty Pokój. Ale przy odrobinie wyobraźni i dobrej woli możemy kreślić sobie obrazy jak z płócien Teofila Ociepki. Z moich okien ten piec wygląda jak potężny pająk, który pozoruje bezruch przed atakiem na Skałkę – taką mamy perspektywę z Redenbergu.

LEŚNE SZYBY
Jeśli jednak wielkie piece to za dużo jak na początkowe rozbudzanie w sobie cieplejszych uczuć do przeszłości, to proponujemy nieco mniej monumentalne przygody z przemysłem. Zawsze duże zaciekawienie wzbudzały we mnie zagubione gdzieś pośród lasów i bezdroży kopalniane szyby wyciągowe. Pojedyncze wysepki przemysłu w okolicach nieprzemysłowych. Te miniaturki wież wyciągowych postawiono jakby przez pomyłkę albo zapomniano po co w ogóle powstały. Stoją sobie po prostu, jak gdyby nigdy nic. Tak samo naturalnie jak las. Jest taki przy zjeździe na Chorzów z A4. Są też przy bytomskiej obwodnicy, gdy za osiedlem Arki Bożka skręci się na Tarnowskie Góry.

Gdyby się ktoś wybierał, to ciekawsze widoki w drodze w tamte rejony oferuje trasa krajowa 94 (czyli bytomska ul. Siemianowicka) na odcinku z Siemianowic do Brzezin. Bo w przeciwieństwie do zabudowanej Chorzowskiej/Katowickiej/Chorzowskiej, 94 oferuje widoki z końca XIX wieku. Widzimy tam Śląsk, jakim widziały go fale przybyszów za pracą sprzed stu lat: mamy rozległe pola uprawne, za nimi gdzieś kominy i neogotycką wieżę kościelną. Sto lat temu przemysł zastąpił kościół jako dominantę krajobrazową i tak zostało do dzisiaj.

REZERWAT
Droga 94 ma też tą zaletę, że można z niej skręcić na Maciejkowice – dzielnicę Chorzowa o wciąż zauważalnej wiejskiej atmosferze. Warto się tam wybrać z dwóch powodów. Pierwszy z nich to Antoniowiec – kilka uliczek niskich familoków. Czas toczy się tam w wiejskim tempie, więc jakby ktoś chciał odsapnąć od uroków naszego metropolitalnego życia nie wyjeżdżając za daleko, to polecamy. Na tyłach zabudowań stoi sobie niewysoki opatulony betonem Szyb Zygmunt. Tak po sąsiedzku, jak w Kalifornii, na tyłach ogródków stoją żelazne żurawie tłoczące ropę naftową.

Druga ciekawostka tamtej okolicy to Żabie Doły. Choć od dawna nie opuszcza mnie wrażenie, że Ziemia bez nas Ziemian już nie dałaby sobie rady, i po naszym zniknięciu wycieki nuklearne i pożary pozostawionych w glebie wesołych związków chemicznych zamieniłyby ją w piekło jak u Cormaca McCarthy’ego, to w takich miejscach jak Żabie Doły to wrażenie ustępuje nadziei, że może jednak nie. Że może jednak tego smrodu, wycieków i skażenia nie naprodukowaliśmy aż tak dużo, by planeta nie dała sobie z tym rady. Na Żabich Dołach przemysł na kilkuset hektarach stworzył zapadliska, jamy i hałdy, które zostały zajęte przez faunę i florę w nasyceniu tak dużym, że ponoć już status zespołu przyrodniczego nie wystarcza, mają to miejsce zamieniać w rezerwat. Najlepiej się o tym przekonać na rowerze.

NAD BYTOMKĄ
No więc jak już łyknęliśmy trochę tej wiejskiej atmosfery w środku aglomeracji, jak poczuliśmy, że przemysł to też zaczyn nowego życia przyrodniczego, ale nadal w tyle głowy mamy przeświadczenie, że cała ta induatmosfera to nie dla nas, bo wolimy urokliwe zabudowania wśród wzgórz, lasów i rzek, nie pozostaje nic innego jak wsiąść w tramwaj nr 7. Na przykład w Katowicach pod dworcem i przejechać do końca. Trasa jak trasa, owszem, będą pomniejsze ciekawostki. Opuszczając Załęże, po lewej zauważymy ostatki KWK Kleofas – kiedyś w moim rankingu wymarzonych ślizgawek absolutny nr 1. Piękna niebieska pochylnia wydawała się długa jak połowa trasy pociągu z Batorego do Załęża. Na winklu w Świętochłowicach za Mijanką, po prawej stronie uważne oko dostrzeże, już na finiszu remontowym, Muzeum Powstań Śląskich. To neogotycki budynek po komendzie policji, który w tajemniczych okolicznościach (podczas służby) spłonął pamiętnego Sylwestra 1999/2000.

Dalej świętochłowicka Champs-Élysées, aż wreszcie Łagiewniki. Znowu jesteśmy w Bytomiu. Warto chwilę postudiować tamtejsze piłkarskie napisy na murach i podjąć refleksję dlaczego miejscowi nie kibicują drużynom z Bytomia – ileż to tropów dla historyka i socjologa. Tam skręcamy ostro na zachód w ulicę Ostatnią i cały czas w dół przez Kolonię Zygmunt wzdłuż Huty Zygmunt. Dobrze zrobić tą trasę na rowerze – jest z górki. Jak ktoś się nie boi, może spróbować wejść przez płot po lewej. To dawna huta, jeszcze kilka lat temu można było ją traktować jak romantyczną ruinę, prawie Puławy. Dalej wjeżdżamy w nieprzebyte bory, krainę starodrzewia, puszczę, w której panuje żubr, by wreszcie wyjechać w Shire. Ok. Trochę mnie poniosło, ale gdy już dojedziecie do Koloni Zgorzelec i ją sobie przejdziecie, będziecie wiedzieli o co chodzi. Zespół ceglanych domków zatopiony w lesie na skarpie nad rzeką Bytomką to jedno z najurokliwszych miejsc aglomeracji. Gdybym był hipsterem, kupiłbym tam dom. A są do wzięcia i podejrzewam, że po dobrej cenie. Na drugim brzegu Bytomki powstaje pole golfowe i osiedle, a krok dalej dumny Szyb Krystyna, który kiedyś może rzuci trochę dodatkowego światła kultury na okolicę. Ceny mogą tylko rosnąć.

JAK PRAWDZIWY LOKALS
Oczywiście nie trzeba przedzierać się przez knieje, żeby doświadczyć potęgi, majestatu i piękna przemysłowych budowli. Wystarczy wybrać się na Industriadę lub pozaliczać kolejne punkty ze Szlaku Zabytków Techniki. Chodzi jednak o to, by uznać region swoim takim, jaki jest. A esencja tego jestestwa to przemysł. Tak, jak swojej żony nie kochamy tylko w momentach pełnego makijażu i wieczorowej kreacji, tak też w kolejce po bilet przed Szybem Wilson nie traktujmy górników wracających z szychty na Wieczorku jak obcych, lecz sąsiadów. Jeśli za swoje uznamy tylko kawałeczki moderny na południe od torów, kilka zrewitalizowanych poprzemysłowych budowli i trzy knajpy, w których się nie godo, to skończymy jak te filmy o bezrobotnych górnikach pisane w warszawskich kawiarniach: nieszczere, puste, pretensjonalne. Co lepsze: udawać Kena Loacha, nieustannie marzyć o krakowskim rynku czy być po prostu lokalsem, zadowolonym z miejsca, w którym się żyje? A taki lokals to już prawie hipster. Bo czyż może być coś bardziej hipsterskiego niż odpowiedzieć na pytanie kolegi z Powiśla o to, co się robiło w weekend: „A nic, poszedłem z przyjaciółmi oglądać szyb kopalniany”.

tekst: Grzegorz Kopaczewski | zdjęcie: Kaja Świętochowska/ www.karbonfoto.tumblr.com + www.ooociup.blogspot.com
ultramaryna, czerwiec 2014




>>> zagłosuj na swoje ulubione industrialowe miejsce















KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone