Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | ZAMILSKA: Środkowy palec skierowany na przeszłość
piątek 31.03.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ZAMILSKA: Środkowy palec skierowany na przeszłość

Wystarczył jeden utwór i okrzyknięto ją „nadzieją polskiej elektroniki”. Zamilska od czasu premiery „Quarrel” konsekwentnie udowadnia, że wszystkie pochwały, które zbiera są zasłużone, a tak wyrazistej propozycji muzycznej dawno nie było na polskim (i nie tylko) rynku muzycznym. Sama o sobie pisze: „Skupiam się na różnych sprawach – elektronika, techno, noise, nowoczesny world, bas, bunt, fashion, gender i rozwalanie stereotypów”.

Natalia Zamilska w świadomy sposób przestawia puzzle w elektronicznych brzmieniach, uciekając od banalnych rozwiązań powoduje, że syntetyczna muzyka przesycona nieoczywistymi melodiami wywołuje u słuchacza szerokie spektrum emocji. Jej kompozycje sprytnie wymykają się szufladkom i tworzą pomost między abstrakcją dźwiękową a światem sztuki, z którego artystka się wywodzi. Paradoksalnie z tej wybuchowej mieszanki wychodzą jej konkretne wielobarwne elektroniczne piosenki, które intrygują. Rozmawiamy z Zamilską m.in. o mroku i debiutanckiej płycie, która ukaże się już wiosną.



Ultramaryna: Kim jesteś? Gdybyś miała przedstawić swoją drogę od Natalii Zamilskiej do Zamilskiej, jakie wydarzenia przyczyniły się do tego, że możemy dzisiaj słuchać twojej muzyki?

Zamilska:
Mimo wszystko jestem cały czas sobą. Jedyne, co się zmieniło, to fakt, że nie jestem już anonimowa. Sposób, w jaki doszło do tego, co aktualnie dzieje się wokół mojej postaci, jest zabawną historią i szczerze – nie dziwię się, że ludzie w to często powątpiewają. Ładujesz do sieci singiel, bo chcesz zasygnalizować, że działasz i pracujesz. Na drugi dzień jesteś wszędzie. Iście hollywoodzki start. „Fenomen, hajp, nadzieja” – kiedy znajomi dzwonili do mnie pytając jak się czuję, nie do końca rozumiałam, o co im chodzi. Zaczęłam przeglądać internet i zastanawiałam się czy ktoś nie zrobił mi potężnego dowcipu. Muzyką zajmowałam się od bardzo dawna, ale wiecznie czegoś mi brakowało, miałam z tyłu głowy przeświadczenie, że to za mało. Przychodzi jednak dzień, w którym chcesz zmienić wszystko. Pomimo wielu obaw wystarczyło mi odwagi – przeprowadziłam się do innego miasta (do Katowic – przyp. red.), zaczęłam na nowo i całkowicie poświęciłam się produkcji. Na to, kim jestem teraz, wpłynęło wiele wydarzeń, ale mimo zainteresowania ludzi moją osobą o życiu prywatnym mówić nie chcę. Z dnia na dzień wszystko eksplodowało, ale „Untune” to przede wszystkim efekt mojej potężnej pracy, jaką włożyłam w siebie i w swój muzyczny warsztat. Uważam jednak, że i tak jestem dopiero na początku drogi i moja obecna wiedza to tylko mały procent z tego, co chcę osiągać. Ja się dopiero rozkręcam.

Kiedy postanowiłaś na poważnie zająć się muzyką? Zrozumiałam, że nie ma „odpowiedniego” momentu. Sam musisz sobie go stworzyć. Siedzenie gdzieś w ukryciu i oczekiwanie... No właśnie, na co? Już to przerabiałam i przyszła chwila, w której coś we mnie pękło. Prywatnie i muzycznie. Dostałam po głowie i stwierdziłam, że dość czekania, stania w miejscu. Wybuchło. O wyczuciu właściwego momentu mówiłabym bardziej w kwestii koncertów. Staram się przed graniem na żywo doprowadzić do stanu, w którym czuję się pewna, że cokolwiek się nie wydarzy - jestem w stanie nad wszystkim zapanować. Poświęcam temu naprawdę sporo czasu. Chcę być uczciwa wobec słuchaczy.

Skąd tyle mroku w twoich kompozycjach? Ktoś mi kiedyś powiedział, że czegokolwiek bym nie zrobiła i jakkolwiek się nie postarała, moje utwory zawsze będą ociekać mrokiem, ale to było dawno temu. Szczerze mówiąc tego, co robię obecnie nie określam mianem „mroku”. Chyba najwięcej jest w tym buntu i ogólnej niezgody na to, co mnie otacza: w sferze prywatnej i ogólnej – podziały, bezsensowne wojny i brak tolerancji. Lubię prowokować, wbijać się w tematy, o których inni wolą milczeć. Nie chodzi tu jednak o wywoływanie skandali, nie tędy droga. Nikomu ze słuchaczy nie wyłożę niczego na tacy.

Jak udaje ci się nasączyć techno tak rozmaitymi brzmieniami jak world music, noise i elektro, że całość brzmi spójnie i autorsko? Kiedyś o mały włos sama wpadłabym w pułapkę określeń gatunkowych. Słyszałam, że muszę znaleźć swoją drogę, otagować się i zdecydować, co chcę zrobić. Wiedziałam, ale w głowie miałam totalny bałagan i mocno się z tym miotałam. Mam szeroki zakres muzycznych zainteresowań. Zadałam sobie podstawowe pytanie: dlaczego mam się ograniczać? Czemu mam rezygnować z czegoś, co czuję na rzecz innego gatunku tylko po to, żeby ludziom było prościej mnie zrozumieć. Jakaś totalna bzdura. Gatunki, które wymieniasz niezmiernie mnie fascynują i jednocześnie pozwalają na najlepsze wyrażenie tego, co mam do powiedzenia. Spójność brzmień jest już kwestią mojej techniki jako producentki, dlatego to spory komplement, jeśli uważasz, że tworzę autorską całość, żonglując bądź co bądź zupełnie odległymi od siebie światami.

Czego możemy się spodziewać po twoim debiutanckim krążku „Untune”? Nie lubię rozmawiać o oczekiwaniach wobec płyty. To kompletnie bez sensu. Po wydaniu „Quarrel” każdy stara się włożyć mnie do jakiejś foremki, porównać do kogoś, skategoryzować gatunkowo. Tylko jeszcze nikomu się to nie udało i może w tym tkwi siła. Ludzie mają ze mną problem, bo nie wiedzą skąd się wzięłam, kim jestem, jak mnie określić. Wywołuję swoją osobą szereg dyskusji i zamieszania. Dlaczego? Bo się nie dopasowuję. Wobec „Untune” każdy ma jakieś inne oczekiwania czy – co dziwniejsze – wymagania. Nie powinno mnie to interesować i jakkolwiek zajmować. Nie mogę się nad tym zastanawiać, bo moim zadaniem jest przede wszystkim robić swoje. Mam coś do powiedzenia tym albumem. Dla mnie „Untune” to środkowy palec skierowany na przeszłość. Muzyczne wróżby co do całości krążka pozostawiam innym albo proponuję zaczekać i posłuchać gotowej płyty. Nie zadowolę wszystkich i nawet nie mam zamiaru tego robić.

Dążenie do harmonii czy dekonstrukcja dźwiękowa – które podejście do tworzenia muzyki bardziej ci odpowiada? Uważam, że nie istnieje taki podział. Dekonstrukcja dźwiękowa może posiadać harmonię i na odwrót. Wszystko można łączyć, potrzeba tylko dobrego słuchu i warsztatu, bo łatwo przesadzić. Szczególnie, gdy chce się za dużo powiedzieć, a w głowie kłębi się od nadmiaru dźwięków. To paradoksalnie może prędzej doprowadzić do kompletnej pustki, a w efekcie do wywalenia kolejnego projektu, kasowania utworu w połowie pracy nad nim.

Dlaczego zdecydowałaś się wydawać w barwach Bocian Records i współpracować z Mik Musik? Co jest takiego w tych labelach, że postanowiłaś się z nimi związać? Przygotowując materiał, jeszcze przed wydaniem singla, kompletnie nie zastanawiałam się nad tym, gdzie mogę to wydać. Były pomysły, plany, ale sięgały zbyt dalekiej przyszłości, nie chciałam tracić czasu. Szkoda mi każdego dnia. Propozycja od Bocian Records wyszła tuż po premierze „Quarrel”. Poczułam się naprawdę wyróżniona – label Grzegorza Tyszkiewicza to w świecie tzw. polskiego niezalu jedna z najlepszych wytwórni. Wiedziałam, że Grzegorz niezmiernie mi zaufał, Bocian Records nigdy nie wydawał world-techno. To dla mnie ogromna odpowiedzialność. Posłuchałam swojej intuicji i na zaproszenie do współpracy z Bocianem praktycznie od razu powiedziałam: tak.

Z Mik Musik łączy mnie więcej od dłuższego czasu. Szefa labelu, Wojtka Kucharczyka znam od dawna, podobnie jak muzyków wydających pod szyldem jego wytwórni - poznałam ich będąc na studiach. Po szale, jaki wywołał „Quarrel”, nie nadążałam za falą maili, telefonów, wiadomości i powiadomień na Facebooku. Wydałam singiel bez aspiracji na zostanie „gwiazdą” Internetu czy „nadzieją polskiej elektroniki”. Obudziłam się i byłam na Onecie. Wyobraź sobie moją minę. Właśnie wtedy pierwszą osobą, którą poprosiłam o pomoc był Wojtek. Gdyby nie on, pewnie wszystko bym zaprzepaściła, bo puszczały mi nerwy i nie miałam pojęcia jak to ogarnąć. W naturalny sposób Grzegorz i Wojciech doszli do porozumienia, a Mik Musik przejęło moją promocję on-line. Dla mnie była to świetna informacja, poczułam się bezpiecznie, przywrócono mi grunt pod nogami i przede wszystkim odzyskałam czas, aby wrócić do pracy nad muzyką.

Czy są płyty/ artyści, których twórczość wpłynęła na ciebie w motywujący sposób? W ciągu ostatniego roku przeszłam totalną muzyczną rewolucję. Sporo podróżowałam, jeździłam po przeróżnych festiwalach, poznałam inspirujące osobowości – wszystko miało ogromny wpływ na to, czego obecnie słucham. Otworzyłam się na eksperymentowanie. Dziś poświęcam albumom zdecydowanie więcej czasu i uwagi, staram się je dobrze zrozumieć. To również wpłynęło na sposób mojej pracy. Czasem na dobrym koncercie czy DJ-secie miota mną, żeby biec do domu i popracować nad własnymi produkcjami. Nie chodzi tu absolutnie o naśladowanie, bo tym się autentycznie brzydzę, tylko o czystą inspirację. Shackleton, Actress, Emptyset, Abdulla Rashim, RP Boo, Owiny Singoma Band, Debruit, Mykki Blanco, Nigga Fox, Pete Swanson, Men In Burka, Karenn, DJ Rashad, Cut Hands, The Knife, Laurel Halo... Wymieniam teraz w przypadkowej kolejności to, co wpada mi do głowy, kiedy staram się przypomnieć swoje ostatnie kolekcje odtworzeń. Nie starczyłoby nam dnia, jeśli miałabym opowiedzieć o wszystkim.

Cały czas szukam, mam fajnych kolegów, którzy podsyłają mi dobrą, mało znaną muzykę. Czuję wieczny niedosyt pod tym względem. Nie obawiam się, ani nie wstydzę sięgać również po wielkie, mainstreamowe produkcje. Jeśli uważam, że coś brzmi dobrze i potrafi mnie to chwycić - nie interesuje się, że wykonuje to Beyonce, Rihanna czy Diplo. Ma z tym problem wielu moich „branżowych” znajomych, którzy uważają, że „nie wypada”. Dla mnie otwartość na przeróżne gatunki jest podstawą do bycia lepszym producentem. Z głównego kręgu największe ukłony oddaję M.I.A. Nie tylko ze względu na fantastyczne brzmienie, ale również z uwagi na jej osobowość. Ta dziewczyna urodziła się buntowniczką, ma ku temu powody, wie jak o tym opowiedzieć. To cholernie inteligentna postać.

Co uważasz za swoje największe osiągnięcie? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie potrafię wskazać palcem: „to jest najlepsza rzecz, jaką udało mi się dokonać”. Tym, co się dzieje obecnie koło mnie, jestem jeszcze zadziwiona. Nie osiadam na laurach, tylko pędzę do przodu. Do wszystkiego podchodzę z mocnym dystansem. Gdy pojawiają się różne propozycje, o których kiedyś wydawało mi się, że mogę tylko pomarzyć – nie biegam po ścianach. Nie oznacza to, że się nie cieszę. Po prostu staram się zachować zimne myślenie, pilnuję, żeby w tym wszystkim nie zwariować, tylko skupić się na muzyce i dalszym rozwoju. Nigdy też nie powiem ani nie pomyślę, że osiągnęłam coś największego. Mogłabym wtedy się spakować i pożegnać z karierą. Moje granice przesuwają się wciąż w górę – nie przestanę chcieć więcej, nie przestanę się starać. W tym przypadku nie ma szczytu, który można osiągnąć. Można iść tylko dalej i dalej. Byle nie zgubić w tym siebie.

Opowiedz o swoich marzeniach najbliższych planach. Jeszcze parę dni temu odpowiedziałabym, że chciałabym, aby zaczęto traktować mnie poważnie. Nie jestem małą, bezbronną dziewczynką, którą ktoś trzyma za rękę. Dziś wszystkie komentarze i plotki, co to tego w jaki sposób udało mi się wybić, że stoi za tym kupno produkcji, lajków - mam gdzieś. Jestem świadoma, że czegokolwiek nie powiem i tak obronić się może wyłącznie moja muzyka i to, co robię na żywo podczas koncertów. Skłamię, jeśli powiem, że nie marzę o dużych scenach. To życzenie każdego muzyka. Ja jednak patrzę na to tak, być może całkiem naiwnie czy idealistycznie, że wszystko zależy ode mnie i od mojej pracy. Moim głównym planem jest biec dalej, działać coraz lepiej i nie zatracić w tym swojej osobowości. Nie pozwolić na formowanie. Móc stawać przed lustrem i cały czas posiadać stuprocentowy szacunek do siebie.

tekst: Adrian Chorębała | zdjęcie: Mir Korzeń
ultramaryna, marzec 2014






>>> Zamilska @ Facebook

Zamilska zagra 23.08 (sobota) na >>> Festiwalu Tauron Nowa Muzyka











KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone